5 irytujących zachowań współpasażerów

Siedziałam sobie ostatnio po powrocie z matury i rozmyślałam o tym, co było, o tym, gdzie byłam i takie tam. Przypomniała mi się podróż do Białegostoku, potem podróż do Warszawy, na samym końcu dwa loty do Londynu i Malmo. Od razu zaśmiałam się, wspominając, wtedy irytujące, dziś bardzo zabawne przygody ze współpasażerami.

Dobrze pachnący pasztet

Uwierzcie, lub nie. Jadę autobusem, droga wyboista, ale przepiękna. Podskakujemy sobie radośnie i w tym momencie, jak na komendę, pani obok wyciąga jakąś kanapkę z plecaka. Myślę sobie, niech je, sama miałam kanapki na podróż, sama je zjadłam, smacznego. Tylko, że po odwinięciu sreberka zobaczyłam, że kanapka to tak naprawdę gruby na około 6-7 centymetrów kawał pasztetu z cieniuśkimi kromeczkami chlebusia. Wyobraźcie sobie jak szybko zapach poniósł się po kabinie. Nie obyło się bez sensacji żołądkowych, z drugiej strony dziękowałam losowi, że to nei były jajka.

Małe dzieci. W każdej postaci

Część z was pewnie już wie, że za dziećmi nie przepadam. Tak naprawdę jest tylko dwójka dzieci, które toleruję, a nawet bardzo kocham. Mój prawie bratanek i moje własne. Serio. Jak urodzę, to pokocham. Cała reszta mogłaby dla mnie nie istnieć, przyjęłabym ten fakt z ulgą. A tu jadę sobie takim pociągiem i obok dziecko. Nie dość, że się wierci, jak to dziecko, to jeszcze w bardziej irytujący sposób niż sposób Osła ze Shreka pyta „daleko jeszcze?”.

Nagle rozkładający się fotel

Jadę sobie spokojnie, cośtam może czytam, może siedzę z laptopem, a może po prostu zabrało mi się więcej bagażu i mam go na kolanach (ten przypadek dotyczy busa, cała reszta wszystkich innych środków transportu). No więc sobie spokojnie jadę i nagle trach! Fotel przede mną rozkłada się chyba do granic swoich możliwości. Zagłówek mam pod brodą, patrzeć się muszę na niekoniecznie ciekawą głowę pasażera przede mną. Litości, nie wytrzymacie w pozycji siedzącej kilku godzin?

Gadatki w cenie

Jestem osobą cichą, spokojną i raczej zajmującą się swoimi sprawami. Podróż traktuję jak okazję do poczytania, lub przespania się (w pozycji siedzącej! patrz punkt poprzedni), ewentualnie słucham sobie cicho muzyki i gapię przez okno w poszukiwaniu sarenek. Anyway, dlaczego przysiadł się do mnie ktoś, komu się buzia nie zamyka, opowiada mi właśnie życiorys jakiejś tam pra pra prababci w piątym stopniu pokrewieństwa, oczekując ode mnie stuprocentowej uwagi i przytakiwania co jakiś czas. Ba, zadaje mi jakieś pytania, na które muszę odpowiedzieć!

Higieniczna katastrofa

Ostatni punkt, ale chyba w tym wszystkim najgorszy. Fotel można złożyć, zapach pasztetu się wywietrzy, gadatkowi można ewentualnie zwrócić uwagę, ale smrodu na fotelu obok przez kilka godzin się nie pozbędziesz. Ja wiem, że czasem to zupełnie nieświadomie niektórzy cierpią na taką przypadłość i że czasem bywa, że wcale nie przez brak higieny, ale zapewniam sobie w tym miejscu prawo, do narzekania na takie podróże. Nie należą do przyjemnych.

Czy spotkały was jakieś podróżnicze katastrofy? Takich zachowań na pewno jest dużo więcej, czekam na ciekawe anegdotki, w międzyczasie zapraszam na Facebooka, Instagrama i Twittera. Buziaki.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.