5 typów ludzi w pociągu

Miałam ostatnio okazję jechać pociągiem do Warszawy (i oczywiście z niej wracać, ba, nawet wracałam tego samego dnia), a ponieważ tym razem nikt mi nie towarzyszył, miałam okazję posiedzieć, pomyśleć, poobserwować i powyciągać wnioski, oczywiście korzystając z poprzednich doświadczeń. Dlatego dzisiaj pogadamy sobie o ludziach w pociągach. Gotowi? To zaczynamy.

Bileter

Czasami zdarza się, że podczas internetowej rezerwacji biletów dostaniecie miejsce na przy korytarzu, ale gdy wsiadacie na waszej stacji, miejsce przy oknie jest wolne. Siadacie więc tam, wygodnie mościcie swoje rzeczy, wkładacie słuchawki w uszy i znikacie dla świata, a godzinę później przychodzi osobnik i wymachuje ci biletem przed nosem. Bo akurat zdarzyło ci się zająć jego miejsce przy oknie. Rozglądasz się, widzisz, że po przeciwnej stronie korytarza miejsce przy oknie jest wolne, proponujesz zamianę, bo pociąg i tak jest prawie pusty, ale nic z tego. Bileter jest nieugięty, bo on właśnie ma napisane, że musi usiąść na miejscu 84, a nie 87. Jeszcze gorzej, gdy podróżujesz z towarzyszem, a system przydzielił wam oddalone miejsca. Nie, nie możecie usiąść razem, nawet jeśli bileter podróżuje sam i powinno mu być wszystko jedno, obok kogo siądzie. Do zamiany nie dojdzie i już.

Smakosz

Ten człowiek dokucza nam we właściwie dowolnym typie transportu. Ledwo wsiądzie do pociągu (autobusu, czegokolwiek), jeszcze nie zdąży dobrze usiąść i zorientować się, ile osób siedzi wokół niego, a już wyciąga wielką bułę z kiełbasą. Albo z jajkiem. No i oczywiście zapachy są bardzo uciążliwe dla otoczenia. W większości pociągów dalekobieżnych obecne są wagony barowe – nie widzę przeszkód, by iść tam, kupić picie, zasiąść i zjeść, a potem wrócić i nikomu nie przeszkadzać w trakcie. No a na krótkich trasach można już wytrzymać te dwie-trzy godziny, nikt od tego nie umarł. Ewentualnie wyjść z przedziału na korytarz. Wiecie co, jak kupiłam na drogę kurczakburgera w Warszawie, to zjadłam go dopiero w Opolu, bo miałam przeczucie, że zapach będzie uciążliwy dla pasażera na siedzonku obok i poczekałam aż po prostu wysiądzie na swojej stacji. Da się, zapewniam.

Telefonista

Gdy tylko usiądzie, a pociąg ruszy, wyciąga telefon i postanawia przegadać całą podróż. Bynajmniej nie z towarzyszem siedzącym obok. Plotkuje o ostatnim okresie, zakrapianej imprezie, lasce spod piątki, a jeśli jest osobnikiem płci męskiej, rozstrzyga, czy ta Halinka to naprawdę „fajna dupa”. Właściwie to pasażerowie mogliby założyć jakiś komitet i podnosząc tabliczki z odpowiednimi napisami pomóc telefonistom w dylematach, bo jakie mają problemy, wszyscy wiedzą. Niektórym zdarza się nawet wykupić miejsce w strefie ciszy i rozmowy prowadzić właśnie tam, na szczęście tutaj współpasażerowie mają argument nie do zbicia – regulamin danego wagonu i bardzo szybko reagują na takie występki.

Matki Polki

Zawieję stereotypem, przepraszam, ale nie wiedziałam, jak ten punkt inaczej nazwać. Sytuacja autentyk z mojej ostatniej podróży. Siedzę sobie spokojnie w Pendolino (a kto jechał Pendolino wie, że to pociąg bezprzedziałowy). Słuchawki na uszach, upewniwszy się, że muzyka nie jest zbyt głośna by przeszkadzała ludziom dookoła. Oparłam się wygodnie i słucham soundtracku z warszawskiego musicalu Mamma Mia, aż tu nagle korytarzem biegnie dziecko. Na oko lat cztery, biegnie, macha radośnie łapkami i krzyczy. Przebiegło raz, za chwilę wróciło, mówię okej – pewnie mama go uspokoiła i będzie w porządku. Nie minęło pięć sekund, a dziecko biegnie znowu. Tam i z powrotem, krzycząc nie wiadomo dlaczego. Co w tym czasie robiła mama? Czytała książkę. Na szczęście ktoś siedzący bliżej zwrócił im uwagę, ale co gdyby nie? Tak, rodzice bez instynktu, który podpowiadałby im co wypada, a co nie są w pociągach utrapieniem. I nie mówcie, że się nie da, bo na setkach przykładów i samej sobie wiem, że z małym dzieckiem można podróżować w spokoju.

Podglądacz

Również sytuacja – autentyk. Jeśli akurat nie słucham muzyki, często robię coś w telefonie. A to oglądam filmy, a to układam pasjansa albo gram w Mahjonga – to moje ulubione rozrywki. Ale zdarza mi się też czasami pisać z kimś smsy albo wymieniać wiadomości na messengerze i odpisywać na maile (wszystko to przy wyłączonych dźwiękach i wibracjach, warto wspomnieć). Po prostu korzystam z dobrodziejstwa i obecności prądu w pociągu, korzystam ile wlezie. I uwierzcie mi, nie ma nic bardziej creepy niż przyłapanie współpasażera na czytaniu waszych wiadomości. Raz czy dwa jestem jeszcze w stanie zrozumieć, bo mnie samej czasem zdarzy się obrócić głowę w newralgicznym kierunku i wyłączyć myśli, przez co absolutnie nic, co wtedy widzę, nie dociera do mojego mózgu i jak tylko się na takim zawieszeniu łapię, to od razu wracam do pionu, ale gdy wyraźnie widzę, że współpasażer wodzi wzrokiem po treści mojego maila, to czuję się conajmniej dziwnie.


To wszystkie typy ludzi w pociągu, które udało mi się zaobserwować podczas ostatniej podróży. Dajcie znać, czy spotkaliście jeszcze kogoś – z opowiadań wiem, że tych typów może się nazbierać całkiem sporo. Widzicie, jakie podróże mogą być inspirujące?

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.