Bajka o cenzurowaniu blogosfery

Przyznam się wam do czegoś – piszę to, co piszę wczoraj wieczorem, by dzisiaj przyjść do was z samiutkiego rana do pysznej, jeszcze ciepłej kawy lub herbaty i pożywnego śniadania. Poczułam się właśnie dotknięta i mocno zbulwersowana, a choć o sprawie napisało już dużo blogerów, o wszystkim przeczytałam u Pawła Opydo i postanowiłam też napisać. Bo jako blogerka czuję przeogromną potrzebę stania solidarnie murem za resztą.

Ale o co chodzi? Wyobraźmy sobie taką sytuację. Oto Blogodynka dostaje od wydawnictwa książkę do zrecenzowania. Blogodynka czyta, całkiem jej się książka podoba, więc postanawia napisać bardzo pochlebną dla autora recenzję, wskazując na dwa szczegóły, które jej przeszkadzały, mianowicie niezbyt urodziwą okładkę (ok, kwestia gustu przecież) i (!) rażące błędy ortograficzne w znacznej ilości. Ot, dodaje kilka fotek dokumentujących owy fakt, stwierdza, że korekta mogłaby się lepiej postarać i umieszcza post na blogu. A tu jakiś czas później musi wpis usunąć w trybie natychmiastowym, bo sądem grożą i przy okazji się dowiaduje, że zamiast kolejnej książki do zrecenzowania dostanie figę z makiem.

Takie niecodzienne przeżycia zafundowało blogerce Post Meridiem wydawnictwo Novae Res (a jak kto ciekawy, to może sobie obejrzeć archiwum Googla). A gdy sprawa nieco nabrała rozgłosu i ludzie zaczeli wyrażać dezaprobatę w stronę wydawcy, Pani Sekretarz udzieliła soczystego wywiadu, w którym sama plącze się w zeznaniach i mówi mniej więcej tyle, że bloger ma prawo wyrazić swoje zdanie o treści Dzieła, o szacie graficznej, ale do wypowiadania się o typografii należy mieć wykształcenie (a jakie wykształcenie trzeba mieć, by móc wytknąć komuś błąd ortograficzny w słowie „masarz”?). Sami przeczytajcie tutaj.

Poczułam się dotknięta firmową cenzurą po raz drugi. Na szczęście zawsze pośrednio. Po raz pierwszy w przypadku Piotra Ogińskiego i słynnego tatara z Sokołowa (o dziwo, w wywiadzie jest przytoczony ten przykład, szkoda, że nieco nietrafiony). Sprawa na szczęście otarła się o granice absurdu i firma była raczej potępiona za swoje postępowanie. Naprawdę nikt nie uczy się na błędach innych? Naprawdę? Serio?

Blogerce, która ma już dosyć pewnie wszelkich wzmianek na temat sprawy i chciałaby zapomnieć, chciałabym złożyć serdeczne przeprosiny za pisanie o tym raz jeszcze. Już nie będę, obiecuję.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.