Bawmy się z nosorożcem!

Poniedziałki Wielkanocne zawsze kojarzyły mi się z rodzinnym wypadem do ZOO. Chociaż w ciągu ostanich kilku lat pogoda nie dopisywała, w tym roku było rewelacyjnie i dlatego postanowiliśmy skorzystać z promocji „Rodzinne poniedziałki” i wejść we czwórkę za 50 zł. A dzień to był pełen wrażeń.

Od samego początku dawałam co jakiś czas znać na instagramie, co u mnie słychać i gdzie aktualnie przebywam:



Zwiedzanie chcieliśmy zacząć od karmienia pawianów, na które się spóźniliśmy, więc w końcu skorzystaliśmy z karmy z automatu przygotowanej specjalnie do tego celu. Wrzuciliśmy złotówkę, dostaliśmy garść granulatu, który mogliśmy wrzucić małpkom na pożarcie. To wyjątkowo wdzięczne stworzonka, odwdzięczają się zawsze świetnym widowiskiem harców i zabaw.

Dopiero z nosorożcami mieliśmy więcej szczęścia. Opiekunka zademonstrowała nam, ile te olbrzymy są w stanie zrobić za słoniowe chrupki kukurydziane o smaku waniliowym. Otóż mogą iść do tyłu, położyć się i podnieść nogi – wszystko w celach medycznych, coby je ładnie obejrzeć i ocenić stan zdrowia. Przy okazji dobrze, że jest ktoś, kto może odpowiedzieć nawet na najtrudniejsze pytania zwiedzających. Plus dla ZOO.

DSC_1330

Dzień był bardzo gorący, szybko zachciało nam się czegoś na ochłodę. Wędrując niedaleko pięknych pelikanów (i letniej restauracji, ale ćsii), postanowiliśmy albo coś zjeść albo się czegoś napić. Wyszło na to, że połączyliśmy jedno i drugie – skusiliśmy się na dziwny wynalazek, mianowicie kuleczki lodowe zamrażane w ciekłym azocie. Podawane w kolorowych, plastikowych czapeczkach, intensywnie owocowe (przynajmniej moje, bo akurat owocowe wybrałam, pozostałe też były świetne – ukradłam rodzinie).

DSC_1247

DSC_1261

Zaglądając do dziecińca ze zwierzętami domowymi (którym wiosna służy – większość spodziewała się młodych lub właśnie rodziła), byliśmy świadkami przyjścia na świat dwóch małych owieczek (jeśli z wrażenia dobrze rozróżniłam gatunki). Mama była zestresowana tłumem gapiów, początkowo w ogóle nie chciała wyczyścić maluszków i musiał jej w tym pomóc pracownik. Swoją drogą, wielka szkoda, że matek nie oddzielają na czas porodu w zaciszne miejsce, bo oglądającym poród ludziom się nie dziwię – nie każdy ma okazję zobaczyć, jak to wygląda i gdy taka się nadarza, naturalnym jest z niej skorzystać.

Ogromne wrażenie zrobił na mnie pokaz karmienia kotików. Więcej zobaczycie w wideo powyżej, ale żeby nie było – nie są to sztuczki cyrkowe, lecz wyuczone na komendę naturalne zachowania tych zwierząt i wykonywane tylko pod warunkiem, że zwierzę ma ochotę danego dnia pracować. Tym sposobem, kotiki aportują, wyskakują z wody, machają płetwami, dają sobie słodkie buziaki, otwierają paszcze… znów w celu kontroli ich zdrowotności.


DSC_1303
DSC_1238

Byłam już w tym ogrodzie zoologicznym odkąd władzę przejęła obecna dyrekcja, ale dopiero po pewnym czasie widać ogromne zmiany, jakie tu zaszły. Teraz jest to miejsce na światowym poziomie, zwierzęta są zadbane i szczęśliwe, przede wszystkim czyste. Mają ogromne i świetnie zaaranżowane wybiegi, lwy mają swoje miejsce i nie muszą się już gnieździć w klatce o wymiarach pi razy drzwi jakieś 3×4 metry. A podejrzewam, że nawet nie, bo mój pokój jest większy od tej klatki, a mniejszy niż 3×4 metry :)

Czekam tylko aż skończy się budowa Afrykarium i Odrarium, a wtedy na pewno wybiorę się jeszcze raz.

A zdjęcia wykonał mój narzeczony – Tomek :)

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • Magda W

    Ja ostatnio też byłam w Zoo. Uwielbiam tam chodzić:)