Baywatch. Słoneczny Patrol znowu w akcji [RECENZJA]

Każdy, kto latach dziewięćdziesiątych miał choć trochę rozumku w głowie i był w stanie śledzić to, co w telewizji się działo, na pewno oglądał „Słoneczny Patrol”. Ten serial był na ustach i w głowach wszystkich, więc jego powrót, zwłaszcza w formie filmu fabularnego, musiał przyciągnąć rzesze ludzi.

Nowy „Baywatch” to komedia akcji z piękną, słoneczną plażą w tle. Mitch, który uratował niejedno ludzkie życie, jest bohaterem wszystkich wokół, zaczyna dzień na patrolu. Okazuje się, że dzień ten jest także dniem, w którym wybrani zostaną nowi rekruci do załogi, a wśród kandydatów jest niezbyt urodziwy nerd-grubasek, który zgłasza się tylko ze względu na walory jednej z ratowniczek i zawodowy pływak, którego największym sukcesem było zdobycie dwóch medali, a największą porażką… obrzyganie basenu w trakcie sztafety.

Okazuje się, że na spokojnej plaży są problemy większe niż jeden topielec dziennie. Historia kręcić się będzie tu nie wokół zbyt wysokich fal, niezbyt mądrych rodziców, którzy spuszczają swoje dzieci z oczu podczas zabawy w wodzie czy też krwiożerczych rekinów napadających na surferów. Mamy tu do czynienia z prawdziwą zagadką kryminalną i chociaż może naiwne jest trochę myślenie, że ekipa ratowników mogłaby ją rozwikłać sama, bez pomocy i udziału policji, to nie jest to absolutnie żaden minus. Powiedziałabym raczej, że to przypadłość gatunkowa.

No właśnie – musimy tu pamiętać, na czym opierał się serial i jaki klimat twórcy chcieli tu oddać. „Baywatch” został bowiem stworzony nie dla tych, którzy nigdy tego tytułu nie słyszeli, ale dla wiernych fanów, którzy oczekują pewnych rozwiązań. Tak, niektóre momenty są kiczowate do bólu, chociażby sama czołówka z wielkim napisem i wyłaniającym się z morza Dwaynem Johnsonem, ale czy nie o ten kicz właśnie chodziło?

Film jest w dodatku w przeuroczy sposób autoironiczny. Nie zabraknie tutaj uszczypliwych odniesień do postaci Zaca Efrona, który „urządza sobie High School Musical” lub „wygląda jak Justin Bieber”. Ponad to, na wielki plus działa pojawienie się dwójki aktorów znanych z serialu – Davida Hasselhoffa, który tym razem jest mentorem teraźniejszego Mitcha Buchanana (przypominam – Dwayne Johnson) i Pameli Anderson, która choć pojawiła się dosłownie na chwilkę, zgarnęła okrzyk zachwytu.

„Baywatch” zawsze miał bawić i taką rolę film spełnia świetnie. Sala była prawie pełna i wszyscy śmiali się bez żadnej krępacji, bo to naprawdę czysta (choć trochę naiwna, fakt) rozrywka. No, i zostańcie na napisach. Naprawdę polecam – popawi humor w najgorszy dzień.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • Słoneczny patrol to nie moje pokolenie, ale może nowa wersja przekona mnie do obejrzenia serialu. Tak samo miałem z Och Karol 2, po obejrzeniu dwójki, aż musiałem do pierwszej części wrócić