Chwile ulotne jak dysk

Ci szczęśliwcy, którzy śledzą moje poczynania na Facebooku (dołącz do nich – to naprawdę fajni ludzie) wiedzą, że tydzień temu spalił nam się dysk w komputerze. Jest to jedna z tych chwil, w których zdajesz sobie sprawę, jak bardzo zależysz od kawałka elektroniki, który w przypływie złego humoru może się tak po prostu zepsuć i wysadzić w kosmos wszystkie twoje wspomnienia.

Moja praca opiera się głównie na siedzeniu przed komputerem, montowaniu filmów, nagrywaniu ich, pisaniu na blogu, obrabianiu zdjęć i tak dalej, i tak dalej. Gdybym chciała przechowywać wszystkie ważne dla mnie rzeczy na dyskach zapasowych, przenośnych i innych to raz, że musiałabym mieć już ich całą bibliotekę, a dwa, funduszy by mi nie starczyło na dokupywanie kolejnych.

A teraz pomyślcie sobie, jak bardzo nasze życie i nasza tożsamość zależy od tego, czy jakiś portal społecznościowy nie zbankrutuje, czy pliki w chmurze nie skasują się podczas przeogromnej awarii serwera, czy w końcu tak jak było w moim przypadku i zniszczeniu nie ulegnie wasz własny komputer, któremu tak ufacie, z którym spędzacie tyle godzin dziennie i powierzacie mu na przechowanie najważniejsze chwile.

Naszła mnie taka refleksja, którą doskonale widać na przykładzie zdjęć. Kiedyś każdą klatkę szanowało się potrójnie, bo mało ich w jednym filmie, a i wywołanie nie jest najtańsze, ale to chyba wywołanie jest tu słowem kluczem. Bo spójrzcie – wywołaną fotkę wrzucacie do albumu i o ile pożar jej nie strawi, możecie się nią cieszyć ile dusza zapragnie. Fotką elektroniczną cieszycie się do pierwszego formata, ewentualnie do momentu, w którym Instagram i Facebook przestaną istnieć – co może się zdarzyć, bo nic, co tam jest, nie jest już dłużej wasze.

Mądry Polak po szkodzie, powiadają. Coś w tym jest. Chciałoby się powiedzieć, że od dzisiaj będę archiwizowała każdy plik podwójnie. Każdy film, każde moje wspomnienie, każdą fotkę, umowę, fakturę, ba – każdego maila. Ale tak się po prostu nie da. I problemem nie jest to, że przepadną nam super ważne rzeczy, bo tych faktycznie zwykle pilnuje się podwójnie, ale to, że mogą nam umknąć miłe chwile, nad którymi nigdy się nie zastanawiamy, a gdy przyjdzie czas, środowisko się zmieni i zmienią się ludzie, którymi się otaczamy, zechcemy do tych wspomnień wrócić, a one… nie będą istnieć. Tak, jakby nigdy ich nie było.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.