Ciemniejsza strona Grey’a [RECENZJA]

Ta recenzja pewnie będzie niemałym zaskoczeniem dla wielu z was. Będzie bowiem inna od wszystkich innych. „Ciemniejsza strona Greya” to film, na którym nie zamierzam wieszać psów razem z połową internetu.

Zacznijmy od małego wyjaśnienia – wizyta w kinie na drugim Grey’u była moim pierwszym spotkaniem z tym bohaterem. To znaczy, trudno było nie wiedzieć, o czym to wszystko jest, bo cały internet trąbi o fabule na prawo i lewo, trudno nie znać bohaterów i nie wiedzieć w mniejszym lub większym stopniu, co ich spotykało, co za tym idzie nie byłam kompletnie zielona, ale nie czytałam wcześniej książek ani nie oglądałam pierwszego filmu (skutecznie odstraszyły mnie recenzje – to był ten czas, gdy nie miałam karty Unlimited i na kiepskie filmy szkoda mi było czasu i pieniędzy).

Teraz, gdy mam w kieszeni kartą Unlimited, postanowiłam oglądać w kinie wszystko, co się tylko da, nawet jeśli nie będą to filmy wysokich lotów. Właśnie taką opinię miałam o Grey’u od samego początku – niezbyt ambitna powiastka, jeszcze mniej ambitny film, drewniani aktorzy, ogólnie dno i kilometr mułu, do którego nie warto się nawet zbliżać. Tylko, że po seansie… niezupełnie się dalej z tymi stwierdzeniami zgadzam.

Od zawsze uważam, że trzeba zachować złoty środek w ocenie naszej popkultury, bo różne utwory są kierowane do różnych odbiorców i to, że jeśli coś nam się nie podoba, wcale nie znaczy, że jest złe – może być po prostu skierowane do innej grupy docelowej i mieć zupełnie inny cel/przekaz niż nam się wydaje, że powinien mieć. Wydaje mi się, że dokładnie ten los spotkał E. L. James, która powieść napisała. To nie są głębokie, filozoficzne przemyślenia o życiu i śmierci – to rozrywkowa powieść, która ma przede wszystkim bawić, umilać zimowe wieczory, pozwolić trochę pofantazjować, nie zmuszając przy tym naszych szarych komórek do jakiegokolwiek wysiłku. Hej, takie książki też są potrzebne, inaczej nasze mózgi wyparowałyby z wysiłku w przestrzeń kosmiczną i tyle byśmy je widzieli.


→ Zobacz także: Jackie Kennedy ożyła na wielkim ekranie [RECENZJA]


Zgodzę się, że film „Ciemniejsza strona Greya” nie ma genialnych zwrotów akcji i nie trzyma w napięciu tak, że serce nam wali, bo nie wiemy, czy ktoś zaraz nie zginie. To prawda, że następstwa niektórych wydarzeń bywają nielogiczne i trudno znaleźć ich jakiekolwiek uzasadnienie (słynny już chyba wypadek helikoptera tytułowego bohatera, po którym wraca cały i zdrowy do domu), a cała fabuła opiera się na dialogach przeplatanych scenami seksu i kilkoma zaskoczeniami, które właściwie nie wywołują w nas większych emocji.

Nie zgodzę się jednak z tym, że film nie może nam dostarczyć dobrej, ale prostej rozrywki. Ten film się po prostu przyjemnie ogląda. Miło się patrzy na Dakotę Johnson i Jamiego Dornana (Anastasia Steele i Christian Grey), którzy tworzą sympatyczną, ale dziwną parę na ekranie, a sceny erotyczne są według mnie bardzo na poziomie – niewulgarne i zrealizowane ze smakiem, choć to prawda, że wszystkie wyglądają prawie identycznie.

W ogólnym rozrachunku jestem w stanie ten film polecić, ale tylko komuś, kto zdaje sobie sprawę z tego, że po pierwsze z kiepsko napisanej książki ciężko zrobić genialny scenariusz, a po drugie z tego, że nie należy się tam doszukiwać żadnej głębi. Gdyby nie Unlimited, do kina bym pewnie nie poszła i poczekałabym na wydanie DVD, ale jeśli uważacie, że cena biletu w zamian za ładne widoczki, ładnych bohaterów i kinową atmosferę nie jest wysoka, zasuwajcie i bawcie się dobrze. Może właśnie w walentynki?

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • A jak Ty znalazłaś miejsce w kinie na ten film? Ja próbowałam bilety kupić już przed premierą i wszystko zarezerwowane. Zostały tylko miejsca pod samym ekranem a to dla mnie średni komfort oglądania :) Ja bardzo lubiłam tę serię, byłam na pierwszej części i chętnie pójdę na drugą. Aczkolwiek diametralnie zmieniłam zdanie po zakupie czwartej – chyba już ostatniej z serii… Strasznie się zawiodłam poziomem dialogów i przedstawieniem postaci z tej drugiej strony. Mimo wszystko tak jak napisałaś, to fajny i lekki umilacz długich, zimowych wieczorów :)