Czytam „Zmierzch” i się nie wstydzę

„Zmierzch” to seria, która mam wrażenie w ostatnim czasie straciła na popularności. Gdy byłam w gimnazjum był na nią prawdziwy boom, Stephenie Meyer była boginią prawie tak wielką jak książkowy Edward Cullen, a setki tysięcy młodych dziewczyn marzyło o zostaniu taką Bellą Swan. Później na tej fali pojawiły się inne, mam wrażenie dużo lepsze utwory o wampirach, a seria trochę odeszła w zapomnienie stając się synonimem obciachu jeszcze większym niż w czasach swojej świetności. Właściwie dlaczego?

Przyznam się, że sama w „Zmierzchu” się zaczytywałam. Akurat wtedy dostałam dwa mega wygodne wiklinowe fotele do pokoju i zawinięcie się w koc z książką w ręku było wymarzonym popołudniowym zajęciem. I tak mijał mi czas, szybko przeczytałam kolejne książki serii, miałam o czym porozmawiać z koleżankami z klasy, wybrałyśmy się nawet na maraton filmowy z premierą drugiego filmu, po czym dowiedziałam się, że czytam jakiś chłam i powinno być mi wstyd.

Nie, nie jest mi wstyd. Może wtedy trochę było i chowałam się z moim „Zmierzchem” po kątach, ale doszłam do wniosku, że każdy ma prawo czytać to, na co ma ochotę. Nawet jeśli historia jest czysto rozrywkowa i ma wywołać w nastolatkach określone emocje (chociażby motylki w brzuchu, kilka łez wzruszenia i marzenia o swoim księciu na białym koniu), nie ma nic złego w tym, że ktoś ją czyta. Nawet ktoś spoza tak zwanego targetu. Dużo jest kiepskich książek, ale mam wrażenie, że tylko Stephenie Meyer wszyscy się czepili, choć wcale nie napisała tego tak źle.

Każdemu zdarza się przeczytać głupawe harlekiny czy też inne romansidła i nie powinni być za to piętnowani w żaden sposób. Książki powstają dlatego, że jest na nie zapotrzebowanie. Na określone emocje, określone historie i konkretnych bohaterów. A ludzi na świecie jest tyle ile gustów czytelniczych, więc każdy może znaleźć coś dla siebie. I chociaż cel czytania danej opowieści będzie inny, bo jedni zrobią to dlatego, że jest na coś moda, inni po to, by się pośmiać z autorki, jeszcze inni by faktycznie przeżyć jakąś przygodę, to tylko książki. Ważniejsze od tytułu jest wciąż to, co mamy w głowach.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • Yunau

    heh, obejrzałam wszystkie filmy, i kiedyś nawet je trochę lubiłam. Ale po przestawieniu na Pamiętniki Wampirów, to już nie to samo :P

    • Zuza Smaglińska

      Masz rację, czekam na październik i 7 sezon TVD i TO ;)