Dieta OXY – hit czy kit?

Wiosna już dawno rozhulała się za oknem, więc wszyscy zaczęliśmy dążyć do pięknych sylwetek. Fitness kluby od dawna promują hasło „100 dni do wakacji”, ale sam ruch nie wystarcza. Z pomocą przychodzą różne diety, w tym dieta OXY, którą testowałam ostatni miesiąc i postanowiłam podzielić się z wami moimi spostrzeżeniami.

Przede wszystkim zapytacie – czy ona działa? Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że TAK. Działa. Działa, ale wraz z upływem czasu odkrywacie coraz więcej minusów i macie ochotę rzucić to wszystko w cholerę. Bynajmniej nie z powodu słabej motywacji, lenistwa, braku czasu albo tych wszystkich innych wymówek często przytaczanych przez osoby próbujące zrzucić zbędne kilogramy.

Dlaczego dieta OXY?

Od stycznia leczę się na niedoczynność tarczycy. Chociaż zeszłej wiosny już prawie udało mi się osiągnąć wymarzone rezultaty, nagle przytyłam dziesięć kilogramów z powodu choroby i trochę się załamałam – zbliżający się ślub i film BoogieSilver na YouTube, w którym zachwala dietę OXY spowodowały, że kupiłam pakiet trzymiesięczny – był tylko kilka złotych droższy od dwumiesięcznego, a miesiąc był już zupełnie nieopłacalny, więc zainwestowałam. Razem ze mną na dietę przeszła cała rodzina.

Efekty

Na początku zacznę od efektów po miesiącu. Największą zmianę można zauważyć u Tomka, później w kolejności jest mój tata, ja z moimi czterema kilogramami na minusie i mama, która wciąż twierdzi, że dieta nic jej nie dała, jeśli chodzi o wagę, ale zauważyła nieznaczne zmniejszenie obwodów.


→ Zobacz także: Dieta Vitalia – moja opinia i efekty


O diecie

Po zakupieniu pakietu otrzymujemy dostęp do strony, na której mamy tylko trzy opcje – przegląd jadłospisu, listy zakupów i pomiary wagi. Sama dieta dzieli się na cztery etapy: detox, fat burning, step oraz balance. Detox polega na przygotowaniu organizmu do zmiany trybu życia, jest dosyć spokojna, łatwo ją przetrwać. Fat burning to najgorsze wyzwanie, nie ma tu owoców, jest za to mnóstwo warzyw, mało mięsa i OXY shake (który według mnie jest okropny, ale o tym później) oraz całe mnóstwo kefirów, maślanek i jogurtów, których nie lubię (no, ale to już tylko moja sprawa). Nie rozszyfrowałam do tej pory, o co właściwie chodzi w fazach Step Balance. To znaczy, wiem w teorii, w praktyce jadłospis wygląda prawie identycznie jak w pierwszej fazie, choć pojawia się czasem OXY shake i chyba jest mniej owoców niż w Detoxie.

Jak wyglądają posiłki?

W pierwszym tygodniu diety byłam zachwycona różnorodnością posiłków. Lista zakupów była długa, co nie znaczy, że droga (zwłaszcza w przeliczeniu na cztery osoby, nic się nie marnowało, bo zużywaliśmy od razu chociażby całą paczkę sałaty, a nie tylko odrobinkę). Koktajle, smoothies, kolorowe kanapki, ciekawe przepisy na obiady (mam czterech faworytów: kurczak słodko-kwaśny, kurczak po meksykańsku, kotleciki z cukinii i zupę krem z kukurydzy). Jeśli się zebrałam w sobie, dania na kolejny dzień byłam w stanie przygotować w około godzinę z drobnym haczykiem dnia poprzedniego. 

Niestety później było tylko gorzej. OXY shake to flagowy produkt diety (za który wołają sobie dodatkowe 99 zł od osoby za miesiąc, w skład zestawu wchodzi żurawina liofilizowana, łuska babki jajowatej, otręby i ksylitol – taniej wyszedł mnie zakup we własnym zakresie) i przy okazji jest zupełnie nie moją bajką. Bez niego podobno nie ma sukcesu, a cóż zrobić, gdy robi się go z kefirem lub maślanką, a nienawidzi się kefiru i maślanki? Robić z mlekiem, to fakt, choć jest wtedy nie mniej okropny. Dodając do tego prawie całkowite wykluczenie owoców, robi się z tego prawdziwa tortura. 

Instagram @Blogodynka

Instagram @Blogodynka

W trzeciej i czwartej fazie posiłki zaczynają nam się powtarzać. Powtarzać do tego stopnia, że kilka dni w tygodniu jemy to samo, o kolejnym miesiącu już nawet nie wspominam, bo z tego względu właśnie porzucam tę dietę w tej chwili. Robi się zbyt monotonnie, zbyt wielu rzeczy jeść nie można nie tylko w określonej fazie, ale w ogóle. Dieta OXY to nie jest rozwiązanie na dłuższą metę.

Plusem jest to, że posiłki można wymieniać tak samo jak poszczególne składniki, ale dla niektórych zamienniki się nie generują, przez co musimy na własną rękę dumać, co można czym zastąpić. Na własną rękę lub też zadzwonić do dietetyka na infolinię, bo jeśli napiszecie, spodziewajcie się odpowiedzi po bardzo długim czasie (obiecywane są z tego co pamiętam dwa dni robocze, ja odpowiedź otrzymałam dużo później).

Infolinia dietetyczna

Moje pytanie brzmiało przede wszystkim, czym mogę zastąpić hektolitry jogurtu w białkowej drugiej fazie. Dowiedziałam się, że w sumie to niczym, ale warzywa mogę wymieniać dowolnie. Dwa dni później przyszła odpowiedź na mojego maila, w którym dopytywałam także o skuteczność diety w przypadku urządzenia sobie raz w tygodniu cheat meala i połączenia kaloryczności dwóch posiłków i zjedzenia jej za jednym razem na mieście. Dostałam szablonową odpowiedź, że nie wolno i mam sobie pakować pudełeczka, choć wyraźnie zaznaczyłam, że chodzi mi o spotkanie ze znajomymi w restauracji. Pudełko przeszłoby w McDonald’s, ale nie w jakimś fajnym lokalu. Czyżbym miała przez dietę ograniczyć spotkania towarzyskie? Chyba nie tędy droga.

Czy kupiłabym ponownie?

Chyba możecie już wywnioskować, że raczej nie zainwestowałabym ponownie w dietę OXY. Cztery kilogramy mniej to powód do radości, ale jest to też efekt wielu poświęceń (nie takich, jakie powinny towarzyszyć chudnięciu, zdecydowanie). Za jedną rzecz diecie dziękuję – nauczyła mnie regularności spożywania posiłków, układania ich składów i dopasowywania wielkości porcji, choć jestem pewna, że gdybym posłuchała najprostszej w świecie rady „70% warzyw, reszta węglowodany i tłuszcze w każdym posiłku” (dzięki Marta!), wyszłabym na tym lepiej i bez niepotrzebnego rozdrażnienia.

Dlatego żegnaj dieto OXY! Wolę wrócić na moją własną ścieżkę zdrowia.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • 01margon

    Też próbowałam tej diety i tak samo dość szybko poczułam monotonię mimo możliwości wymiany posiłków. Ja znów nie jadam ryb pod żadną postacią oprócz smażonej w panierce( żeby nie było czuć ryby hahahaa, więc po co ryba). No i ten brak owoców…Natomiast efekty nie były spektakularne i tak jak u Ciebie groziło to całkowitym zerwaniem kontaktów towarzyskich, na co nie stać mnie :D.
    A te 70 % warzyw to wagowo czy objętościowo?
    Pozdrawiam