Dlaczego nie lubię wf?

Wychowanie fizyczne – zmora dzieciaków w wieku szkolnym. Nie lubię wf, na szczęście zajęcia te na studiach wyglądają o niebo inaczej, lecz wciąż pamiętam, jakim koszmarem były w czasach gimnazjum i liceum.

Bo wiecie, w podstawówce, w klasach 1-3 z reguły zajęcia sportowe prowadzi wychowawca – nauczyciel nauczania zintegrowanego i wykonuje się tam proste ćwiczenia ogólnorozwojowe i dużo czasu spędza na boisku szkolnym lub placu zabaw, spędzając czas na zabawie w berka, krótkich wyścigach i ogólnemu dotlenianiu organizmu oraz poprawianiu kondycji. Później niestety jest już tylko gorzej.

Pamiętam, że jako dziecko byłam dosyć aktywna. Biegać nigdy jakoś specjalnie nie lubiłam, bo nie widziałam celu w robieniu kółek wokół boiska – jeśli już miałam biec, to PO COŚ i moim celem nigdy nie mogło być ustanowienie jakiegoś rekordu czasowego lub dystansowego, ale za to grałam w tenisa, jeździłam na rowerze, kochałam pływanie i jazdę konno, a rodzice dbali o to, bym miała możliwość być w ruchu – często jeździliśmy na wycieczki w pobliskie góry, a weekendy spędzaliśmy aktywnie, nie przed telewizorem.

Moja miłość do sportu skończyła się wtedy, gdy zaczęło się… gimnazjum. WF przestał wtedy polegać na zabawie, a stał się miejscem do popisów sprawnościowych i tortur podczas ogromnych ilości biegów i znienawidzonych przeze mnie gier zespołowych (od siatki i kosza zdecydowanie wolałam hokeja i zbijaka, a tych było jak na lekarstwo, nie wspomnę już tutaj nawet o mojej nienawiści do ręcznej i nogi).

Z perspektywy lat dostrzegam, jak złe są zajęcia wychowania fizycznego w szkołach i warunki, w jakich się odbywają. Wiele szkół nie ma w szatniach pryszniców, z których uczniowie mogliby skorzystać, a nawet jeśli już się pojawiają, dziesięć minut nie jest wystarczające dla grupy kilkunastu dziewczyn, by się wykąpały i przygotowały do kolejnych lekcji.

nie-lubie-wf

Niektóre szkoły w ofercie mają również zajęcia na basenie. Pół biedy, jeśli odbywają się one tylko w sezonie letnim i wczesnojesiennym, gdy na dworze jest ciepło. W przeciwnym razie, co niestety nie dzieje się wcale tak rzadko, uczniowie wychodzą na dwór z mokrą głową lub dostają nagany za spóźnianie się na lekcje, bo szatnie są małe, suszarek jak na lekarstwo, a nauczyciele wcale nie myślą o tym, ile czasu tak naprawdę potrzeba sporej grupie uczniów na ogarnięcie swoich spraw, ubranie się, wysuszenie, opłukanie stroju, spakowanie i przejście do sal lekcyjnych na zajęcia.

Dlaczego cały czas mówię w tym wpisie o „nauczycielach”? Ano, dlatego, że tym zajęciom do treningu naprawdę daleko. Rozgrzewki są byle jakie – prowadzone przez uczniów od początku do końca, często bez nadzoru. Bez zachowania jakiejkolwiek logiki i filozofii w doborze ćwiczeń, po prostu każdy proponuje to, co mu akurat przyszło do głowy z pewnej puli ćwiczeń, które poznał na różnych etapach edukacji i nauczył się ich (niekoniecznie poprawnie!). Dopiero chodząc na siłownię dowiedziałam się od trenera, jak poprawnie wykonywać brzuszki i przysiady, a przecież wychodząc ze szkoły już dawno powinnam to umieć!

Do ruchu należy zachęcać, jak najbardziej, jednak nie poprzez zmuszanie do znienawidzonych aktywności. Dobrym pomysłem były sekcje sportowe, które niestety nie obejmowały wszystkich przewidzianych programem nauczania godzin WF. Uczniowie powinni wybierać sporty i dyscypliny, które ich interesują, z możliwością zmiany w dowolnym momencie, a przede wszystkim muszą mieć możliwość zdrowego i poprawnego wykonywania wszystkich ćwiczeń.

Tym, którzy męczą się na swoich zajęciach dedykuję powyższy wpis i film. Mam nadzieję, że jakoś przetrwacie ten etap, bo na studiach będzie tylko lepiej – zapisy na poszczególne sekcje ułatwiają znacząco sprawę, a i czasu będziecie mieli zdecydowanie więcej na rozejrzenie się za ulubionymi formami aktywności poza szkołą. Dajcie też znać, jakie są wasze ulubione sporty i czy macie możliwość trenowania ich na zajęciach w swoich szkołach oraz co zmienilibyście w zajęciach z WF.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.