Dlaczego warto wybrać ZUMBĘ?

Gości w Fitness Clubach od dawna, reklamowana z każdej strony i polecana przez wszystkich – ZUMBA. Doczekała się kilku odmian, w których można się już pogubić, a jednak wciąż niektórzy mają wątpliwości. Warto iść na zumbę?

Pamiętam, że znajoma chodziła na zajęcia zumby jeszcze w trzeciej klasie gimnazjum. Wtedy to była nowość – nikt nie wiedział o tej formie ćwiczeń więcej niż pisały kluby i gazety dla pań. Koleżanki zachęcały. Mówiły „pokochasz zumbę”, a ja im nie wierzyłam. Może brakowało mi w ogóle śmiałości do pójścia na jakiekolwiek zajęcia czy siłownię, bo ćwiczenia zawsze traktowałam bardzo intymnie.

Musiało minąć wiele lat, zanim ostatecznie przełamałam swoje opory przed zbiorowym ćwiczeniem. Na początku wybrałam siłownię, szybko jednak zaczęło mi się nudzić podczas monotonnych, ciągle tych samych ćwiczeń. Muzyki posłuchać się nie dało, bo słuchawki wypadały z uszu, w tle leciały jakieś programy w telewizji, ale najczęściej rozgrywki sportowe. Nuda, nuda, jeszcze raz nuda.

Aż w końcu postanowiłam zainwestować w nieco droższy karnet – OPEN. Ten umożliwiał mi wejście do klubu po godzinie 16:00 i bardzo rozszerzył możliwości zajęć, w których mogłam brać udział. Zwłaszcza o jedne – zumbę.

Co o zumbie mówią fitness kluby? (cytat ze strony Fitness Academy)

Zainspirowana latynoskimi rytmami fuzja tańca i aerobiku. Proste kroki taneczne, świetne kombinacje ruchów i motywująca muzyka, stwarza atmosferę świetnej imprezy i totalnie porywa nas do zabawy. Bardzo dynamiczna i ekscytująca kombinacja rytmów latynoskich i międzynarodowych.

To, co wyróżnia zumbę od innych zajęć to brak nudy i monotonii. Gra głośna muzyka, instruktorzy często wyłączają światła i włączają te dyskotekowe. Każda piosenka to inny, prosty układ taneczny, do którego zdarza nam się krzyknąć „hej”. Nie brakuje też zabaw integracyjnych w parach i dużej dawki śmiechu.

Dużo zależy od instruktora. Uczestniczyłam w zajęciach prowadzonych przez trzy różne osoby. Jedną kocham całym serduszkiem, druga była fantastyczna, ale nieco za mało ćwiczyła z nami, a więcej sprawdzała, jak nam idzie, trzecia zaś poświęcała całą siebie, lecz prowadziła te zajęcia po raz pierwszy dla naszej grupy i chyba zjadł ją stres. Na pewno dam jej kolejną szansę, ale jedno jest pewne – każdy musi trafić na swój typ charakteru. Nie lubicie instruktorki w jednym klubie? Spróbujcie w drugim!

Trening jest wbrew pozorom dość intensywny. Jesteśmy cały czas w ruchu, rytmy są dość szybkie, przez co z całą stanowczością mogę powiedzieć, że zumba to kawał dobrego kardio. Zaczynamy tradycyjnie od rozgrzewki, potem przechodzimy do dużo szybszych i nieco bardziej skomplikowanych kroków. Zajęcia kończy cool down, czyli trochę rozciągania, wdechów i wydechów do spokojniejszej piosenki.

Zajęcia dają mnóstwo satysfakcji. Wychodzę z nich naładowana dobrą, pozytywną energią, oczyszczam umysł i ciało :) Skupienie na krokach pozwala zapomnieć o wszystkich zmartwieniach, a jeśli akurat miałam drobną sprzeczkę z Mężem, po zumbie już o niej nie pamiętam (Mąż nie narzeka :D).

Czy na zumbę mogą chodzić panowie? Oczywiście! Kroki są do opanowania przez każdego. Do naszej grupy należało dwóch panów, zanim namówiłam… MĘŻA do wzięcia udziału. Po pierwszych zajęciach jeszcze się nie przyznawał, ale po drugich był totalnie wciągnięty – pewnie dlatego, że kocie ruchy wychodziły mu coraz lepiej :)

Jeśli macie pytania dotyczące tej formy ruchu, dajcie znać – odpowiem jak najbardziej wyczerpująco się da. Kto wie, może tworząc kolejny wpis na ten temat?

W prezencie łapcie moją playlistę z zajęć zumby, którą uzupełniam w miarę na bieżąco:

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.