Drezno – kraina urokliwych uliczek

Ci, którzy uważnie śledzą moje social media wiedzą, że celem mojego majówkowego wyjazdu było Drezno. Dziś chciałam wam trochę o tym miejscu opowiedzieć i zachęcić do odwiedzin – ja wrócę na pewno.

Na początku chciałabym wspomnieć, że była to moja druga wizyta, ale obie były zdecydowanie zbyt krótkie, by zobaczyć i nasycić się widokiem. Za pierwszym razem byliśmy z klasową wycieczką i nasza opiekunka nie sprawdziła, że w poniedziałki muzea są nieczynne. Podeszliśmy na Nowy Rynek i wróciliśmy do autokaru. Tym razem mieliśmy chwilę na dłuższy spacer.

Zaczęliśmy od zaspokojenia swoich zakupowych potrzeb. Primark sam się przecież nie odwiedzi, ciuchy same nie kupią – zwyczajowo wydaliśmy trochę kasy, ale za to mam nowe ściereczki kuchenne z Harry’ego Pottera, w sam raz do nowej kuchni w naszym nowym mieszkaniu. Rozejrzałam się też za lodówką, ale to długa historia mojej nieodwzajemnionej miłości do pewnego modelu, którego nigdzie nie mogę znaleźć.

Przeparkowaliśmy samochody i poszliśmy w kierunku Nowego Rynku, gdzie zajrzeliśmy na chwilę do Kościoła Marii Panny, a stamtąd poszliśmy rozglądać się za czymś do jedzenia. Wybór męskiej części wycieczki padł oczywiście na bratwursty, które stały (obok budek z lodami) prawie na każdym kroku. Swoją drogą, według mnie to trochę przereklamowany posiłek – smak wcale nie jest nadzwyczajny.

Drezno to miasto, na którego zwiedzanie warto poświęcić zdecydowanie więcej niż kilka godzin. Planujemy powrót, zwłaszcza w jeszcze cieplejszy dzień (bo na pogodę narzekać nie mogliśmy, nie padało i było bardzo ciepło).

Zdjęcia autorstwa Małża, a jeśli chcecie pooglądać więcej widoczków, zapraszam do filmu powyżej.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.