Dusigrosz – bądź skąpy, nie idź do kina

„Dusigrosz” to nowa komedia, która pojawiła się w naszych kinach. Zwiastuny były obiecujące, ale dobrze, że mnie macie. Dzięki temu zaoszczędzicie kilkanaście złotych na biletach.

Nie warto!

I postanowiłam powiedzieć wam to już na samym początku, żeby nawet ci leniwi, którym się nie będzie chciało doczytać do końca wiedzieli, że nie ma sensu wydawać pieniędzy na bilety. Zwłaszcza teraz, gdy na ekranach kin jest tyle cudownych filmów, a kolejne pojawią się w najbliższych dniach lub tygodniach.

Dusigrosz z powołania

Francois Gautier to człowiek, który już w brzuchu matki otrzymał przykazanie „Nie bądź taki, jak ojciec” (czyli w domyśle zrób wszystko, by nie wydawać kasy na głupoty). Tak mu się to przesłanie utrwaliło, że nie wiedząc dlaczego, oszczędzał wszystko, co tylko się dało. Pastę do zębów wyciskał tak mocno, że sam jej producent się dziwił, że to w ogóle możliwe, a gdy odrobina mu skapnęła do odpływu, nie wahał się ani chwili, by ją wyciągnąć i użyć (co tam brud!). Przeterminowany keczup? Żaden problem! A może przeterminowana prezerwatywa? Cóż, tego chyba akurat pożałował.

Wyszła córka z worka

Po jednym z koncertów, w którym główny bohater grał (czy wspomniałam, że był rewelacyjnym skrzypkiem?), na ekranie pojawia się młoda dziewczyna. Nieśmiało prosi pana Gautier o autograf, a potem idzie za nim do domu, by radośnie oświadczyć, że jest jego córką i chętnie wynajmie od niego pokój. Trzeba przyznać, że dzielnie znosi skąpstwo tatusia. Ba, dzięki cudownym opowieściom mamy głęboko wierzy, że nasz Dusigrosz to człowiek o wielkim i szlachetnym sercu.

Nie taki zwiastun dobry

Film trwa tylko godzinę i trzydzieści minut, a właściwie zdążyłam wam w tych kilku zdaniach opowiedzieć cały zwiastun. No właśnie, zwiastun. Zapewniam was, że zawierał wszystkie kluczowe i zabawne sceny z tego filmu, skutecznie przyciągając mnie do kina. Niestety, na seansie czekało mnie praktycznie tylko jedno duże zaskoczenie, dwa momenty, w których faktycznie parsknęłam głośnym śmiechem i może kilka chwil, gdy uśmiechnęłam się pod nosem.

Fakt, że film nie trwa ponad dwie godziny (czyli tyle, ile przeciętnie trwają najnowsze produkcje) jest wbrew pozorom jego plusem. Z tej historii nie można już chyba było wyciągnąć nic więcej. Gdyby przedłużać losy Francois, zdecydowanie zawiałoby nudą.

Najgorzej też nie jest

Nie powiem też, że film jest tragiczny. Nie jest nawet bardzo zły. Jest w porządku, uwierzcie. Historia ma pewien urok, jest z jednej strony trochę wzruszająca, z drugiej strony trochę zabawna. Są rzeczy, które mogą was zaskoczyć. Podstawowym problemem jest to, że najchętniej obejrzałabym tę produkcję w domu, na kanapie i pod kocem, a nie w kinie. Gdyby nie program Unlimited, zdecydowanie czułabym się jak tytułowy Dusigrosz – mogłam wydać pieniądze na przynajmniej dwa filmy, które leciały w salach obok w tym samym czasie, a jednak trafiłam na coś, co nie wywołało wewnętrznego okrzyku „wow”.

Poczekajcie aż pojawi się an DVD. Albo w serwisach VOD. To pewnie tylko pół roku, a myślę, że po obejrzeniu stwierdzicie, że czekanie wyszło wam na dobre.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.