Dużo śmiechu, a poza tym Czysta Komercja

W zeszłym tygodniu miałam po raz kolejny przyjemność gościć we wrocławskim Teatrze Komedia. Tym razem na spektaklu „Czysta Komercja”, wobec którego miałam spore oczekiwania. Oczekiwania, które zostały spełnione w stu procentach.

Fot. Teatr Komedia

Fot. Teatr Komedia

Spektakl opowiada o niezbyt prężnie działającym teatrze (w roli właściciela Wojciech Dąbrowski), do którego na gościnne występy przyjeżdża rozkapryszona gwiazda stworzona do rzeczy wielkich (Ewa Kuklińska), bo młodziutka aktorka (Ola Matlingiewicz) nie ma nazwiska ani umiejętności by podratować budżet instytucji. Gdy dowiaduje się, z kim ma zagrać romantyczny duet, jest tym faktem bardzo niepocieszona (z wzajemnością, w roli amanta w stanie wskazującym na spożycie Maciej Tomaszewski). Próbę obserwuje młoda dziennikarka (Ilona Lewandowska), francuski nafciarz (Paweł Okoński) i cudowna pani-od-wszystkiego (Emilia Krakowska). Zapowiada się ciekawie, prawda?

Nie wybaczyłabym sobie, gdybym zaczęła pisać nie wspomniawszy nic o Emilii Krakowskiej, która błyszczy za każdym razem, gdy pojawia się na scenie i kradnie show nawet wtedy, gdy nie gra głównej roli. Nie musi – jej osobowość i charyzma w zupełności wystarczają. W teatrze widziałam ją po raz pierwszy w „Przyjaznych duszach” i od tamtej pory jestem zakochana. Widać, że bawi się swoją rolą, cieszy ją każde wyjście na scenę, a mnie każdorazowo cieszy uczestniczenie w spektaklach z jej udziałem.

Fot. Teatr Komedia

Fot. Teatr Komedia

Ewa Kuklińska to kolejna gwiazda spektaklu. Pojawia się z przytupem z piosenką „Schody”, która towarzyszy nam w trakcie całego przedstawienia. Udowadnia, że głos ma i potrafi go użyć w kilku innych numerach. Mam właściwie tylko jedno zastrzeżenie jeśli chodzi o sceny z jej udziałem – na samym końcu spektaklu, gdy śpiewana jest ostatnia piosenka, bardzo brakowało mi całego zespołu. A się prosiło, by na refren na scenę wskoczyła tańcząca obsada, by jeszcze raz wszyscy z uśmiechami się pobawili i potańczyli, skoro wszystko się dobrze kończy.

Na uznanie zasługują też młodziutkie aktorki, w dniu spektaklu świeżo po ukończeniu szkoły teatralnej. Ogromny podziw wzbudziła we mnie szczególnie Ola Matlingiewicz oraz jej nienaganna dykcja, lekkość wcielania się w kilka różnych postaci, zachowując przy tym śmieszność wszystkich sytuacji, w których postawił ją reżyser. Wielkie brawa – jeśli taki poziom się utrzyma, a nawet wzrośnie, to wróżę całe mnóstwo sukcesów.

Fot. Teatr Komedia

Fot. Teatr Komedia

Postacią, która wywołała u mnie najwięcej łez śmiechu był niewątpliwie Maciej (czyli Maciej Tomaszewski). Od samego pojawienia się na scenie, do ostatniego momentu bawi. Punktem kulminacyjnym była tutaj próba nowego spektaklu, w której postać musiała grać, choć bardzo nie chciała. Chociaż w tym momencie za wybuchy śmiechu odpowiedzialny jest również Wojciech Dąbrowski (wraz ze śpiącym akustykiem ;D), nie wyobrażam sobie kogokolwiek innego w tej roli. Pan Maciej stworzył wyrazistego bohatera, przy którym nie da się nudzić.

Na sam koniec przyszła pora na Pawła Okońskiego w roli francuskiego nafciarza i jednocześnie męża Ewy. Bawi mnie bardzo przerysowany francuski akcent i fakt, że bohater dopiero uczy się polskiego – wynika z tego kilka zabawnych sytuacji, z reguły ośmieszających samego zainteresowanego.

Fot. Teatr Komedia

Fot. Teatr Komedia

Wojciech Dąbrowski wyreżyserował naprawdę zabawny spektakl z kilkoma bardzo mocnymi punktami, pomiędzy którymi znajdujemy też chwilę wytchnienia na zastanowienie się nad sztuką w dzisiejszych czasach. Tak faktycznie jest, że często trzeba wybierać między wartością spektaklu, a tym, by po prostu dobrze się sprzedał i czasem trudno znaleźć złoty środek.

Polecam spektakl na smutne wieczory, by dodać im trochę uśmiechu, dobrze się pobawić i posłuchać starej, dobrej muzyki na żywo i naprawdę się cieszę, że po raz kolejny na spektakl Teatru Komedia we Wrocławiu nie mogę powiedzieć nic złego.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.