Powrót Pottera w wielkim stylu – „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”

Gdy kilka lat temu historia magicznego świata czarodziejów zakończyła się na dworcu King’s Cross, a pociąg do Hogwartu odjechał dla nas po raz ostatni, czułam się jakby ktoś zabrał cząstkę mnie i umieścił w pięknej, błyszczącej gablotce, o którą należy teraz wyjątkowo dbać i doceniać każdą sekundę spędzoną w jej pobliżu. A potem pojawiły się zapowiedzi powrotu do tego świata. Nie wahałam się ani chwili – pozwoliłam sobie wejść do tego uniwersum po raz kolejny.

Dużo było obaw związanych z filmem „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”, przede wszystkim związanych z tym, że głównego bohatera tego świata już tu nie uświadczymy. Ba, w tym czasie Harry Potter, ani nawet sam Lord Voldemort jeszcze nie istniał. Akcja dzieje się bowiem siedemdziesiąt lat wcześniej, gdy najsłynniejszy podręcznik opieki nad magicznymi stworzeniami Newta Scamandera dopiero powstaje. Kolejną wątpliwość budziły we mnie kwestie obsadowe. Jak to, przecież Rowling zawsze dbała o przesadną wręcz momentami brytyjskość swoich filmów, aż tu nagle obsadza się w znaczących rolach Amerykanów? Okazuje się jednak, że większość tych decyzji miała swoje uzasadnienie.

queenie-jacob

Na ogromny plus zasługuje to, że z niewiele znaczącego dla całego uniwersum podręcznika, cieniuteńkiej książeczki popełnionej przez Rowling pod pseudonimem powstała autonomiczna historia. W końcu świat czarodziejski otwiera przed nami swoje podwoje i wreszcie zdajemy sobie sprawę, że magia to nie tylko Anglia, Szkocja i Irlandia, ewentualnie Francja, gdzie mieściła się Bouxbatons lub Bułgaria, gdzie kształcono się w Durmstrangu.

Z Europy przenosimy się do Ameryki, konkretnie do Nowego Jorku, gdzie okazuje się, że czarodzieje również stworzyli cały system prawny, mają swoje ministerstwo, przepisy, zakazy i ustawy. Są amerykańskie szkoły magii, o których oczywiście amerykańscy czarodzieje mówią, że są najlepsze na świecie, aż w końcu dostrzegamy różnice między organizacją tego świata na różnych kontynentach.

FTB933_FBST_DTR4 2855.tif

Cudownym tłem dla historii staje się postrach siany przez Grindelwalda – czarodzieja, o którym słyszeliśmy wcześniej, że był postrachem równie wielkim, co wiele lat później Voldemort, ale nigdy nie mieliśmy szansy usłyszeć o tych czasach więcej. Tym razem mamy taką okazję, bo terror Grindelwalda dzieje się tuż obok głównej akcji, a nawet bliżej niż nam się wszystkim przez cały film wydaje.

Dużo uroku filmowi dodają postacie. Nie tylko główna – Newta Skamandera, który budzi ogromną sympatię nie tylko uprzejmością i łagodnością, ale też tym, że ratuje fantastyczne zwierzęta często z narażeniem życia. Obok niego pojawiają się szybko dwie panie – Tina i jej siostra Queennie (obdarzona swoją drogą niebywałym talentem do legilimencji), a także Jakub Kowalski, który marzy o otwarciu własnej piekarni, gdzie ma zamiar serwować pyszne „pączkis” swojej babci, a przez przypadek (a właściwie przez jedną walizkę) zostaje uwikłany w świat czarodziejów w sposób, którego sobie nigdy nie wyobrażał.

FANTASTIC BEASTS AND WHERE TO FIND THEM

Kowalski jest zresztą odbiciem każdego z nas, kto po raz pierwszy sięgnął po film lub książkę z serii o Harrym Potterze. Stopniowo dowiaduje się o świecie magii coraz więcej i więcej, pragnie do niego należeć, choć pozbawiony jest magicznych zdolności. Choć na początku budził we mnie trochę irytacji, z czasem bardzo go polubiłam i pod koniec nawet uroniłam kilka łez, wzruszona jego losem.

„Fantastyczne zwierzęta” to piękna opowieść, z klimatem nieco innym niż filmy z Potterem. Głównie przez zmianę miejsca akcji, jest po prostu mniej brytyjski, ale wciąż zachwyca i bez wątpienia da wam niezapomniane, wzruszające i magiczne chwile.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.