Festiwal Pizzy w Pizzy Hut

Festiwal Pizzy to coroczne wydarzenie, na które zawsze czekam z wielką niecierpliwością. Ma dla mnie szczególne znaczenie, gdyż właśnie na Festiwalu odbyła się moja pierwsza randka z obecnym narzeczonym. Zwykle idąc do pizzerii zamawiam „bezpieczną”, moją ulubioną hawajską. Boję się eksperymentów, często szkoda mi zamawiać coś nowego i psuć sobie humor w razie sprawdzenia się pesymistycznego scenariusza. Festiwal to świetna okazja, by spróbować wszystkich dostępnych w Pizzy Hut pizz i wybrać godną następczynię mojej faworytki ;D

Ja wybrałam się do lokalu przy ul. Marii Curie-Skłodowskiej we Wrocławiu. Jest to restauracja najbliższa mojego miejsca zamieszkania, a przy tym chyba najprzytulniejsza z tych, które znajdują się w mieście. Na dodatek, całkiem niedawno przeszła kapitalny remont i całkowicie zmieniła wystrój. Stał się cieplejszy i bardziej przytulny. Kanapy jakby wygodniejsze… Nie czuje się klimatu sieciówki, to na pewno.

1f836551ba

Wracając do samego festiwalu. Zamówiłam wersję z dolewką Pepsi za 29,90. W tej cenie jemy po kolei pojedyncze kawałki różnych rodzajów pizz, które krążą po sali, nakładane przez przemiłe kelnerki. Do tego otrzymujemy dolewkę wybranego napoju. Niestety muszę przyznać, że w tym roku się troszkę rozczarowałam. Częściowo z mojej winy – prawdopodobnie wpadłam w złym momencie.

Najbardziej liczyłam na spróbowanie pizzy Marrakesz iPepperoni (nie tej „hot” ;P). Niestety miałam pecha i zaserwowano mi, mniej więcej w tej kolejności, Supreme, Farmerską, Teksas, Hot Pepperoni (tu podziękowałam – udusiłabym się chyba po pierwszym kęsie), Americana i Wegetariańską. Ta ostatnia była ze wszystkich najlepsza, pozostałe wydały mi się po prostu mdłe. Nie wiem, czy są takie zawsze, czy miałam wyjątkowego pecha. Po tym zestawie zrezygnowałam z kilku kolejnych kawałków (częściowo dlatego, że już po prostu nie mogłam, a częściowo po prostu kolejne pizze nie wydawały mi się szczególnie interesujące). Wróciłam d ogry, gdy pojawił się upragniony Marrakesz i Hawajska. Niestety dopiero na sam koniec, gdy żołądek odmawiał posłuszeństwa, a czas kurczył się nieubłaganie.

Zostałam z lekkim niedosytem. Na Festiwal Pizzy wrócę na pewno, jeszcze w tym roku. Mam w końcu czas do 3 marca 2014. Mam nadzieję, że następny Festiwal wypadnie lepiej, równie dobrze, jak moje zeszłoroczne wizyty ;)

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • TheHopeakettu

    Festiwal Pizzy, jest też bardzo fajną możliwością spędzenia czasu, bo nikt nas nie goni, żarcie przynoszą cola jest. Wifi też ładnie śmiga. Lokal na M.Skłodowskiej z ciekawostek był pierwszym lokalem we Wrocławiu który był otwarty, nawet raz był pożar (piec się zapalił), dodatkowo bardzo fajna obsługa. Jeśli macie iść na pizze i chcecie spędzić trochę czasu to polecam właśnie Festiwal Pizzy. A i jedna rzecz… Nie frajerujcie się i nie zamawiajcie festiwalu bez picia, bo po 2 kawałku będziecie chomikami ;P

  • Filip Niesłuchowski

    Niestety, moje „miasto” Toruń, jest taką ,,dziurą” że tu nie ma nawet pizza hut….

  • Ala <3

    Chciałabym kiedykolwiek iść na takie festiwal, ale niestety mieszkam w małym miasteczku :/