GLOSSYBOX wrzesień 2014

Czytasz to zapewne wtedy, gdy pierwszy film z Wielkiej Brytanii się filmuje, kręci, montuje i tworzy, ale tuż przed samym wyjazdem zaskoczył mnie kurier, przynosząc mi wrześniowe pudełeczko beGlossy. Czekałam na nie z niecierpliwością, ale muszę przyznać, że nieco się zawiodłam.

Przede wszystkim, w pudełku znajdziemy sześć produktów, z czego dwa to produkty pełne, a pozostałe to próbki. I to bardzo małe próbki, z kategorii „tych, co to je kot wypłakał”. Fakt faktem, zawartość pudełka jak zwykle się zwraca, ale jednak słysząc GlossyBox spodziewałam się czegoś więcej, zwłaszcza po moim pierwszym, sierpniowym pudełku.

Glossy1

Pierwszym produktem jest produkt-prezent, czyli miniaturka balsamu do ciała Uriage Suppleance. Przyjemny w użyciu, o bardzo delikatnym zapachu, ale nie powala. W balsamach szukam kolorów, ciekawych opakowań i obłędnych zapachów. Tutaj brakuje wszystkich trzech elementów.

Glossy2

Następnie beGlossy sprezentowało nam wydłużający tusz do rzęs 360 stopni z Yves Rocher. Ma naprawdę ciekawą, silikonową szczoteczkę i myślę, że dobrze się u mnie sprawdzi. Oczywiście wszystko zależy od jego trwałości, ale taki kształt szczotki bardzo mi odpowiada – można nią wykonać naprawdę precyzyjną robotę.

Glossy3

Gdy zobaczyłam w pudełeczku krem pod oczy It’s potent! z Benefitu, zaczęłam się zastanawiać, czy każde pudełko ma w swoim składzie obowiązkowo krem pod oczy. Ten przynajmniej jest w miarę dostosowany do mojego wieku, ale z kolei jego zapach kojarzy mi się z nalewką babuni. Mam mieszane uczucia, krem wędruje do kolejki z tabliczką „do przetestowania”.

Glossy4

Peeling Glyco-A 12% z Isis-Pharmy to coś, co mogłoby się u mnie sprawdzić wręcz arcyrewelacyjnie, gdyby tylko było pełnym produktem, a nie najmniejszą miniaturą świata. Taka pojemność wystarczy na raz – nie da się nawet porządnie przetestować tego peelingu w długotrwałym działaniu. Sam w sobie jest dość drogi, a coś, co raz sprawdzi się super, za drugim razem może chociażby uczulić, dlatego wiem, że pełnego produktu sobie na pewno nie sprawię.

Glossy5

Wydawać by się mogło, że już mniejszych miniaturek nie uświadczymy. Wtem pojawia się serum Bee Venom od Bee Pure i dobry humor pryska. Co z tego, że pszczeli jad? Co z tego, że 24-karatowe złoto? Co z tego wszystkiego, skoro wszyscy byliby bardziej ucieszeni, gdyby dostali drugie tyle tego cuda? Krem jest drogi – byłoby uczciwie dać go chociaż porządnie przetestować przed zakupem.

Glossy6

Ostatni produkt z wrześniowego pudełeczka to coś, z czego będę chyba najbardziej zadowolona, mianowicie tonik wzmacniający bez spłukiwania Pantene Pro-V. Lubię tę firmę i lubię ich odżywki bez spłukiwania, bo fajnie obciążają włosy i są w stanie sprawić, że się nie napuszę jak pers na kanapie.


W krótkim podsumowaniu muszę powiedzieć jedno – to pudełeczko nie jest moim ulubionym. Sierpniowe wciąż powoduje uśmiech na mojej twarzy, wrześniowe natomiast sprawia, że jestem w stanie tylko wzruszyć ramionami i iść dalej. Nie wiem, czy taki był zamysł, ale gdyby właśnie TO miał być mój pierwszy GlossyBox, prawdopodobnie nie zdecydowałabym się na kolejne.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.