Idą Święta czy apokalipsa zombie?

Mam nadzieję, że Wielkanoc minęła wam w spokojnej atmosferze, brzuszki są pełne, a wy wypoczęci, bo chciałam opowiedzieć wam trochę o tym, jak ludziom bardzo odbija, kiedy przed świętami muszą iść na zakupy.

Kilka razy w roku mamy taki czas, gdy sklepy jeden lub dwa dni są nieczynne z powodu świąt. Tak jest przy okazji Bożego Narodzenia, długiego weekendu w maju i właśnie – z okazji Wielkanocy. I za każdym razem, choć dni wolne nie są żadnym zaskoczeniem, wszyscy postanawiają zrobić zakupy na ostatnią chwilę.

W sklepach są istne tłumy. O ile jeszcze bożonarodzeniowy szał jestem w stanie zrozumieć, bo tam dochodzi element robienia sobie prezentów i niektórzy z nas doznają olśnienia w ostatniej chwili (mnie samej też się to zdarza), to nie rozumiem i nigdy chyba już nie będzie mi dane zrozumieć, dlaczego tuż przed zamknięciem sklepów na dni wolne odczuwamy taką przeogromną chęć dokupienia płynów do płukania i proszków do prania?

Dlaczego tak trudno mi zrozumieć ten fenomen? Pewnie dlatego, że sama robię zakupy tak, by w przeddzień dni wolnych móc wpaść do sklepu po przysłowiowy ser i bułki, a resztę mieć już dawno kupioną, czekającą na mnie w domu i gotową do zjedzenia lub użycia. Niestety, wpadam wtedy na tych, co zostawili wszystko na ostatnią chwilę i okazuje się, że po pierwsze – jestem w mniejszości, a po drugie, wypad po bułki, który powinien trwać kilka minut, przeciąga się do godziny.

I wcale nie jest powiedziane, że kupię te bułki. Ludzie w zakupowym szale mają tendencje do kupowania więcej niż jest im faktycznie potrzebne. Przez to półki w sklepach potrafią świecić pustkami i gdyby nie hałasujące tłumy, z powodzeniem można by w tle puścić słynne świerszczyki.

Macie jakieś przygody związane z przedświątecznym zakupoholizmem? Koniecznie dajcie znać!

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.