Igrzyska śmierci w serialu? The 100 [RECENZJA]

System rekomendacji na Netflixie można zabić. W najbardziej zajęty czas potrafią znaleźć wam nowy tytuł, którego jeszcze nie znacie i wiecie, że jak zaczniecie, to się nie oderwiecie. Tak miałam kilka dni temu z serialem „The 100”.

Serial nie jest najnowszy, pierwszy odcinek miał bowiem premierę w 2014 roku i od tamtej pory mamy już do naszej dyspozycji cztery sezony (ten ostatni właśnie trwa – spieszcie się z nadrabianiem, a zdążycie na wielki finał). Nie wiem, czy piąty jest w planach, ale oby był. To znaczy, ja mam taką nadzieję, bo ci, którzy z serialem spędzili więcej czasu mają trochę dosyć. Ja tego zdania nie podzielam.

Historia zaczyna się, gdy w nie tak odległej przyszłości, gdy życie w kosmosie na stacjach kosmicznych jest czymś normalnym, na Ziemi wybuchają bomby atomowe, planeta zostaje skażona promieniowaniem i nie ma już szans na normalne życie na jej powierzchni. Trzynaście stacji kosmicznych z różnych krajów ma połączyć się w jedną, samowystarczalną Arkę, gdzie ze względu na ograniczoną powierzchnię i możliwości przerobowe, każda racja jest na wagę złota i przestępców zabija się w przestrzeni kosmicznej. Tych pełnoletnich, nieletni trafiają do aresztu.

Pewnego dnia okazuje się, że Arka nie jest samowystarczalna tak bardzo, jak wszyscy myśleli i władze wpadają na pomysł, by opróżnić więzienie z młodocianych kryminalistów i wysłać ich na Ziemię w celu ponownej kolonizacji i sprawdzenia, czy warunki poprawiły się na tyle, że powrót na powierzchnię będzie możliwy.

Tu poznajemy szereg charakterystycznych bohaterów i okazuje się, że jeden jest ciekawszy od drugiego. Co ciekawe, ci, których polubimy na samym początku, bardzo szybko mogą zostać przez nas znienawidzeni. Niepewny grunt, nowa sytuacja, wybuchowa charaktery i młody wiek powodują, że o konflikty nie jest tak trudno, a sprawę dodatkowo ułatwia fakt, że przetrwanie wcale nie jest takie proste, jak wydawać by się mogło po obejrzeniu filmów survivalowych.

Według mnie, „The 100” to serial będący lekką mieszanką Igrzysk Śmierci i Niezgodnej, pod względem technologii i cześci sci fi oraz oczywiście wysyłania młodych ludzi na pewną śmierć i nieco rygorystycznych reguł panujących na Arce (kontra zasady Panem i Chicago), a do tego miłośnicy Gry o Tron także znajdą tu coś dla siebie. Okazuje się bowiem, że Ziemia jest zamieszkana i to przez nikogo innego jak ludzi żywcem wyjętych z tego uniwersum. Skórzane zbroje, włócznie, maczety, to wszystko tu znajdziecie.

Serial mówi o poważnych tematach, moralnych dylematach, dzielnie zmaga się z wątkiem ekologicznym, ale nie brakuje mu młodzieżowego, lekkiego podejścia do tematu. Dodanie odrobiny romansu tu i ówdzie lub stworzenie heroiny z prawdziwego zdarzenia z wystraszonej dziewczynki czyni serię idealnym umilaczem wieczorów i zdecydowanie warto poświęcić mu te kilkanaście godzin.

Oglądacie „The 100”? Która postać jest waszą ulubioną?

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.