Jackie Kennedy ożyła na wielkim ekranie [RECENZJA]

Na film wybrałam się już kilka dni temu, natomiast przez egzaminy miałam problem z dopięciem terminarza, zebraniem myśli i napisaniem tej recenzji. Egzaminy zdane, sesja zakończona, więc przyszedł czas opisać moje wrażenia z „Jackie” z Natalie Portman w roli tytułowej.

Mówiłam wam, że lubię filmy katastroficzne? Co prawda ten film trudno przyporządkować do tego gatunku, ale temat – zabójstwo Johna Kennedy’ego – jest wystarczająco tajemniczy i tragiczny, by przyciągnąć mnie do kina na „Jackie”. Co ciekawe, do tej pory raczej wszystkie produkcje na ten temat skupiały się wokół nastrojów panujących w USA i raczej męskiej części rodziny, współpracowników zastrzelonego prezydenta. Filmu o przeżyciach Pierwszej Damy do tej pory nie było.

Mówienie o „Jackie” trzeba zacząć od Natalie Portman, nominowanej zresztą za tę rolę do Oscara. Jak sama mówi w wywiadach, do roli przygotowywała się długie miesiące, oglądając filmy i wywiady z Jaqueline Kennedy i zdecydowanie te przygotowania zaowocowały przecudowną kreacją na ekranie. Przyznam, że o Prezydencie wiedziałam całkiem sporo, ale jego żonie nie poświęcałam do tej pory większej uwagi i początkowo akcent, z jakim mówiła Natalie trochę mnie raził. Po powrocie do domu obejrzałam słynną wycieczkę po Białym Domu i zbierałam szczękę z podłogi, JAK BARDZO aktorka przypominała pierwowzór.


→ Zobacz także: Typy ludzi w kinie [VLOG]


Bardzo urzekła mnie również rola Roberta Kennedy’ego, który stworzył z Jaqueline bardzo ciepłą relację na ekranie, mimo drobnych nieporozumień między bohaterami. Był takim dobrym wujkiem, przykładnym szwagrem, troszczył się o dobro całej rodziny w obliczu tak wielkiej tragedii i, kurczę, miał do tej swojej bratowej ogromną dawkę cierpliwości. Jackie, przeżywając stratę męża, była momentami całkiem nieznośna, co rusz zmieniając zdanie dotyczące ceremonii pogrzebowej.

Na ogromne brawa zasługuje też dobór muzyki – stanowiła idealne tło do wydarzeń w filmie, chociaż momentami nachalnie wywoływała emocje, z których wywołaniem świetnie radziła sobie obsada. Nie bez powodu tutaj „Jackie” otrzymała kolejną nominację do Oscara.

Film ma bez wątpienia dwie petardy – Natalie Portman i właśnie muzykę. Cała reszta jest tylko tłem, dopełnieniem akcji, relacją z wydarzeń od momentu zamachu do wyprowadzki Jackie z Białego Domu. Dobrze, że rozwiązano to właśnie w ten sposób, bo na Natalie aż chce się patrzeć, słuchać i jeśli chodzi o mnie, mogłaby nie schodzić z ekranu.

Jeśli interesuje was historia zabójstwa Johna Kennedy’ego, zwłaszcza z perspektywy najbliższej rodziny, koniecznie ten film obejrzyjcie. Jeśli z kolei ta tragedia jest wam kompletnie obojętna, warto iść dla samej Natalie, która daje popis aktorskich umiejętności. Polecam z całego serducha.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.