Jeśli karnawał, to tylko w Rio 2

Nie ufam filmom animowanym, a zwłaszcza tym, które zostały wyprodukowane po 2004 roku. Mój narzeczony wciąż pokazuje mi coraz to inne produkcje, próbując udowodnić, jak bardzo się mylę i chociaż powinnam przyznać mu rację, z przekory tego nie zrobię. Nie zmienia to faktu, że „Rio 2” to bardzo sympatyczny film, pełen nawiązań do tego, co Blogodynki lubią najbardziej.

Sama historia nie jest zbyt wyszukana – ary modre, które mieszkają w rezerwacie w Rio dowiadują się, że ich opiekunowie (obrońcy przyrody, zieleni i laśów tropikalnych) znaleźli siedlisko tego gatunku, który przecież jest uważany za wymarły. Pani ara, jak to zwykle żony robią, namawia męża ara, żeby wyskoczyli na rodzinny weekend i pomogli odnaleźć swój gatunek. Gdy w końcu udaje im się dotrzeć na miejsce, okazuje się, że Pani ara to nie Jewel, tylko Żużu, a znalezione ary to jej dawno zaginiona rodzina. Pan ara musi bardzo się natrudzić, by przypodobać się nowemu teściowi.

Rio-2-Official-Trailer-3-26

Majstersztykiem tego filmu jest postać ropuchy Gabi. Obdarzona nieziemskim głosem, potrafiąca zaśpiewać najtrudniejsze arie operowe, zakochana do bólu w wielbicielu Szekspira – ptaku nielocie. Ich miłość jest tragiczna niczym „Romeo i Julia”, których brawurowo cytują w ostatnim „akcie”. Sami spójrzcie, czyż nie jest piękna?

„Rio 2” to zdecydowanie film, który trzeba obejrzeć, nawet jeśli idzie się w moje ślady i nie widziało się części pierwszej. Muzyczny, swojski, a jednocześnie bardzo egzotyczny, momentami wzruszający. No nie daj się prosić, no.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • Tak… Z całego filmu najbardziej przypadła mi do gustu ta prześliczna żabka.