Jeśli kawa, to tylko w Galeria44

Są takie miejsca, w których człowiek czuje się jak w domu. Z różnych powodów – czasami wystarczy po prostu wygodny fotel, a czasem potrzeba czegoś więcej. Galeria44 na świdnickim Rynku (jak nazwa wskazuje, pod numerem 44-tym) zalicza się do takich miejsc już od momentu przekroczenia jej progu.

Zapytacie pewnie, dlaczego wywiewa mnie na kawę z Wrocławia aż do Świdnicy. O niebo przecież prościej zrobić sobie kawę w domu, nawet jeśli miałaby być równie wymyślna. Odpowiedź jest bardzo prosta – dla atmosfery, klimatu i wystroju, bo nawet najgorsza kawa smakowałaby w Galerii rewelacyjnie. Spokojnie, takich eksperymentów przeprowadzać nie musimy.

galeria2

Podczas mojej, a właściwie naszej, ostatniej wizyty, troszkę zaszaleliśmy i wybraliśmy pozycje, których do tej pory nie zamawialiśmy. No dobra, kawę mam swoją ulubioną i nie miałam serca jej zamieniać na nic innego. Jestem po prostu zakochana w bananowo-kokosowej mrożonej, której nazwa wcale nie jest przesadzona, bo i banan i kokos są wyczuwalne bardzo dobrze, nie zabijając przy tym kawowego posmaku. Tomek jadł (pił?) smoothie truskawkowy, który dostał w przepięknej, aczkolwiek nieco dziwacznej szklance. Mieliśmy wrażenie, że jej zawartość wyląduje na stole i spodniach, a okazało się, że jest to po prostu takie sobie fikuśne naczynko. Pomysł rewelacja.

galeria3

Miałam przeogromną ochotę na deser i mój wybór padł na creme brulee. Ten deser kusi mnie zawsze, ale krążą o nim legendy takie, że czasem aż strach jeść. Nawet kelner w jednej z wrocławskich restauracji stanowczo mi odradził zamawianie kremu z bruli, stanowczo wciskając mi szarlotkę. Tutaj creme brulee jest naprawdę dobry – mocno waniliowy, z przepyszną cukrową skorupką na wierzchu i malinową niespodzianką w środku. Do tego jest naprawdę piękny, a wygląd przecież liczy się równie mocno, co smak.

galeria1

Jeśli chodzi o wystrój, Galeria44 nie jest tylko i wyłącznie kawiarnią, co widać od razu po wejściu do środka. Zgodnie z nazwą, jest to również galeria sztuki, w której na ścianach eksponowane są przepiękne fotografie, więc jest na czym oko zawiesić w każdym momencie wizyty. Zestaw zdjęć się zmienia, więc nigdy nie można być pewnym, czy podczas kolejnej wizyty zastaniemy jeszcze nasze ulubione zdjęcie, czy też może jakieś inne będzie walczyło o nasze względy.

Miejsce jest bardzo charakterystyczne, ale na pewno każdy będzie czuł się w nim dobrze. Bez względu na to, czy chcemy tylko obejrzeć piękne zdjęcia, czy wypić kawę (którą i tak wypijecie, jeśli się już tam znajdziecie, bo nie da się nie wypić), każdy może się tam poczuć przytulnie i jak w domu, dlatego chciałam pogratulować właścicielom, że udało im się odczarować mity o galeriach sztuki i jednocześnie zaproponować gościom przepyszny poczęstunek.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • Aj, z chęcią bym się tam wybrała i chyba tak uczynię :) A tak przy okazji, jeśli będziesz miała ochotę kiedyś się spotkać na kawę, właśnie, daj znać. W końcu nie ma nic lepszego od poznawania nowych blogerów/ludzi :)

    Taka spontaniczna propozycja :)