Komunikacyjny ekshibicjonizm

Od jakiegoś czasu we wrocławskim MPK jest kampania informująca o pracy kierowców i motorniczych. Ot, żeby pasażerowie za bardzo się nie denerwowali na biednych pracowników, którzy do gadania nic nie mają, bo ktoś nad nimi jeszcze wisi. Tym razem jednak, postanowiono wziąć na tapetę komunikacyjny ekshibicjonizm, który jest problemem od bardzo dawna, a mam wrażenie, że dopiero jego istnienie odkryto.

Cieszę się, że ktoś postanowił w końcu ludzi informować o tym, że jest to zachowanie niewłaściwe.

Chciałabym zadać wam tu jedno pytanie. Ilu z was zdarzyło się wysłuchiwać w tramwaju albo autobusie intymnych rozmów współpasażerów, które w najlepszym wypadku dotyczyły dzisiejszego obiadu, w najgorszym wizyt u ginekologa wraz z diagnozą lub gorących przeżyć z ukochaną wraz ze wszystkimi szczegółami. Mi się zdarzyło więcej razy niż bym chciała i cieszę się, że ktoś postanowił w końcu ludzi informować o tym, że jest to zachowanie niewłaściwe. Szkoda tylko, że trzeba o tym informować, bo według mnie, wynika to zwyczajnie z zasad dobrego wychowania.

Mam wrażenie, że gdy wsiadamy do środka komunikacji miejskiej, zaczyna nam się wydawać, że nagle wszyscy są głusi i ślepi, a co za tym idzie jesteśmy w jakiejś dźwiękoszczelnej bańce, za którą możemy siedzieć, drzeć się, rozmawiać przez telefon i obgadywać Mariolkę ile wlezie, a nikt o tym nie będzie wiedział. Nie, moi drodzy, to tak nie działa. Współpasażerowie też mają uszy i niekoniecznie chcą wysłuchiwać o waszych diagnozach od lekarzy. Przeróżnych lekarzy.

Współpasażerowie też mają uszy.

Odkąd zaczęłam studia, jeżdżę komunikacją miejską dużo częściej niż wcześniej i choć zawsze lubiłam słuchać rozmów innych (taka moja natura – ja zawsze słucham), niektóre mnie wręcz przerażają lub wywołują głośny facepalm na moim biednym czole. A jeśli ktoś do mnie dzwoni, zawsze rozmawiam przyciszonym głosem, lub mówię, że oddzwonię za chwilkę. A jeśli rozmawiam, gdy wsiadam do tramwaju, staram się rozmowę jak najszybciej zakończyć. Da się? Da się.

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że mnie taki komunikacyjny ekshibicjonizm nie dotyczy i wam też tego życzę. A za ten czas możecie podzielić się ciekawszymi rozmowami zasłyszanymi w komunikacji miejskiej. Chętnie się pośmieję.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • Nie mam co opowiadać, bo zazwyczaj jednym uchem wlatuje a drugim wylatuje. Po co sobie zapełniać głowę zbędnymi rzeczami :P
    Nie zwróciłem uwagi na tę kampanię, ale nie pierwszy raz ludzi informuje się o sprawach oczywistych. Trzeba przypominać częściej, bo szybko zapominają, że w przestrzeni publicznej nie są sami ;=)

  • Yunau

    Faktycznie to denerwujące, jedziesz sobie spokojnie pociągiem, pragnąc jak najszybciej zawinąć się w swój łóżkowy kokon, a w przepięknych rozmyślaniach na temat ciepłej czekolady przeszkadzają ci gaduły, które rozmawiają o nocy w szkole, gdzie przez kraty będzie podawana pizza, o tym że pójdą sobie na piwo bądź czy dołączy ktoś jeszcze kiedyś tam gdzieś tam i ogólnie wiadomo. Nie widziałam szczerze mówiąc tych ogłoszeń, ale miło byłoby gdyby zostawić ludzi z ich własnymi myślami i nie narzucać swoich wspaniałych życiowych historii. Pomijając już w ogóle ludzi czytających, którzy zajmują z książką dwa razy więcej miejsca, oraz ludzi którzy słuchają muzyki. Jakiś czas temu pewien starszy mężczyzna słuchał chyba jakiejś symfonii muzyczno-klasycznej. Całkiem niezły utwór – pomyśleli sobie wszyscy dookoła którzy również to słyszeli – mimo słuchawek wlepionych w uszy, błagających o litość.