Kosmetyki od Bell

Film powyżej jest kręcony tuż po tym, jak otrzymałam te cudeńka, natomiast teraz, kilka dni później, mam już wyrobione zdanie na temat większości produktów. Dlatego zapraszam was do zerknięcia jeszcze raz na zdjęcia swatchy oraz do przeczytania moich mini-recenzji kolorówki od Bell. W większości są to produkty w połowie dobre, w połowie takie sobie, ale już wyjaśniam, o co chodzi.

Bell Gel4D i GlamMAT

2

Są to dwa lakiery do paznokci. Pierwszy z nich, mocno błyszczący, ma imitować paznokcie żelowe. Kolor jest naprawdę ładny i mocno napigmentowany, na upartego wystarczy jedna, grubsza warstwa, by pokryć nim paznokcie. Trwałość jest porównywalna do innych lakierów, choć mam wrażenie, że końcówki ścierają się minimalnie szybciej, po około dwóch dniach. Niestety w trakcie malowania często szybko gęstnieje i zostawia smugi. Jeśli chodzi o GlamMAT, bardzo podoba mi się głęboki granat, natomiast z trwałością są tu problemy. Potrafi odprysnąć po dwóch dniach, a mat ściera się nawet po około 24 godzinach, na drugi dzień lakier staje się wyraźnie błyszczący. Do tego zostawia wyraźne smugi podczas malowania ze względu na bardzo szybkie wysychanie.

Bell TRIO Eyeshadow

3

 

Ostatnio moje ulubione cienie do powiek. Otrzymałam numer 01 i 05 – oba zestawy są inne, ale kolory naprawdę piękne i bardzo mi pasują. Wadą tych cieni, podobnie jak następnych, jest to, że bardzo słabo przenoszą się z pędzelka na powiekę. Próbowałam kilku pędzli, a nawet dołączonej do zestawu pacynki i tylko palcem udawało mi się je sensownie nałożyć na powiekę. Ładnie się mieszają i rozcierają, choć nie są mocno napigmentowane, a jeśli chodzi o trwałość – jest w porządku. Trzymają się praktycznie od nałożenia do demakijażu.

Bell HYPOallergenic Eyeshadow

4

Tutaj sprawa napigmentowania wygląda jeszcze gorzej – są prawie przezroczyste, ale dobrze nadają się do rozświetlenia kącika oka i do tego celu je stosuję. Również nakładają się dobrze tylko palcem, nałożone na pędzel nie chcą z niego zejść, choćbym nie wiem, co robiła i jak nie wcierała cienia w powiekę. Trzymają się dobrze, mają neutralne kolory – jednym słowem są w porządku.

Bell Creamy&Shiny Lipstick Butter

6

Piękne masełko do ust w cudownym kolorze 05, czyli soczystym, mocnym różu. Bardzo fajnie nawilża usta, nie podkreśla suchych skórek i łatwo się aplikuje. Jest to właściwie coś pomiędzy pomadką a błyszczykiem, ale ostatnio zdecydowanie mój ulubiony produkt. Spójrzcie tylko, jak ślicznie w nim wyglądam na filmie (ach, ta skromność). Trwałość ma nieco dłuższą niż przeciętny błyszczyk – po posiłku trzeba się poprawić, ale jeśli nie jecie namiętnie tego, co nałożycie na usta, na pewno wytrzyma kilka godzin.

Bell Royal MAT

5

Druga pomadka, która mi się trafiła jest wprost oszałamiająco piękna. Uwielbiam takie mocno matowe, królewskie, szlachetne czerwienie, zwłaszcza ostatnio, a ta jest o tyle piękna, że zęby wydają się przy niej białe jak śnieg. Cud miód i orzeszki. Niestety, chyba jak większość matowych pomadek, wymaga ładnych ust, bez suchych skórek, ale nie musi być zupełnie perfekcyjnie. Trzyma się na ustach długie godziny, mam wrażenie, że usta ją wchłaniają jak gąbeczki i nie chcą puścić.

Bell HYPOallergenic Eye liner pencil

liner

Czyli eyeliner w ołówku lub kredka do oczu, jak kto woli. Dostępna w kolorze brązowym, wysuwana, nietemperowana. Na początku maluje precyzyjnie, ale kiedy końcówka się stępi, tworzy troszkę zbyt grube linie. Dobrze wygląda roztarty chociażby pędzelkiem. Na pewno używałabym go częściej, ale ostatnio nie mam humoru na mocne oczy, tylko na mocne usta, więc poczeka na swoją kolej. Co ważne, nie rozmazuje się dość szybko – właściwie wytrzymuje cały dzień.


To tyle na dziś – jeśli używaliście tych produktów, koniecznie dajcie znać. Nie zapomnijcie też obejrzeć filmu – da wam troszkę inne spojrzenie na kolory i konsystencje :)

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.