„Kosogłos” zachwycił mnie prawdziwością

Wczoraj późnym wieczorem w sieci Multikin rozpoczął się eNeMeF (czyli Nocny Maraton Filmowy), podczas którego mieliśmy obejrzeć „Igrzyska Śmierci”, „Igrzyska Śmierci: W pierścieniu ognia” i premierowo „Igrzyska Śmierci: Kosogłos, część 1”. O tyle, o ile o poprzednich filmach wypowiadałam się już wcześniej, tak o Kosogłosie jeszcze nie miałam okazji pisać. A muszę to zrobić, bo odkąd dostałam 90% z prezentacji maturalnej opartej właśnie na trylogii Igrzysk Śmierci, uważam się za eksperta w tej materii.

Słyszy się, że głosy są bardzo podzielone i mogę śmiało stwierdzić, że ten film albo się ludziom podoba, albo go nienawidzą. Ja jestem nim absolutnie zachwycona, ale wcale nie ze względu na wybuchy, fajerwerki, blichtr i szał, a ze względu na niesamowitą spójność z pozostałymi filmami i przedstawienie historii takiej, jaką ona jest w książce (dlatego też prawdopodobnie widzowie, którzy książek nie czytali wyjdą z kina zawiedzeni, bo ta część skupia się raczej na psychicznych przeżyciach bohaterów).

mockingjay2

Po przerwanym Ćwierćwieczu Poskromienia, nasza bohaterka zostaje odłowiona z areny i porwana nie wiadomo dokąd i nie wiadomo dlaczego. Szybko się okazuje, że celem jest Dystrykt 13., który ma stać się nowym domem bohaterów. Społeczność jest tam zorganizowana w bardzo specyficzny i restrykcyjny sposób, więc życie szybko staje się uciążliwe, a na dodatek wszyscy oczekują, ze Katniss stanie na czele rebelii i zostanie Kosogłosem. Tymczasem dla Katniss najważniejszy jest Peeta, którego przetrzymuje Kapitol.

Sam Dystrykt 13. wyobrażałam sobie nieco inaczej, ale ten obraz spełnia moje oczekiwania. Przede wszystkim dlatego, że w moim wyobrażeniu był dużo mniejszy, a gdy zobaczyłam na wielkim ekranie tę potęgę, popukałam się w czoło i stwierdziłam, że gdybym ja miała to wszystko wybudować, miejsca starczyłoby ledwie dla stu osób, a tu przecież nie o to chodzi, prawda?

The-Hunger-Games-Mockingjay-–-Part-1-Jennifer-Lawrence-9

Gra aktorska utrzymuje się na równym poziomie od pierwszej części. Jennifer Lawrence jak zwykle jest bardzo przekonująca (a do tego okazuje się, że dobrze śpiewa – nowa piosenka to miód na moje uszy), Liam Hemsworth jak zwykle czarujący, a Josh Hutcherson… no cóż, nie ma go zbyt dużo w tym filmie,  a jak już jest to zmieniony nie do poznania, za co wielkie brawa dla charakteryzacji. Ciekawa jest też nowa postać – prezydent Coin, która w książkach wkurza mnie niemiłosiernie, natomiast tu wydaje się być całkiem sympatyczną kobietą. No, i nie zgadzam się ze stwierdzeniem Effie, że jej włosy nadają się do rewolucji – nie jest tak źle :)

Podsumowując, jeśli ktoś nastawia się na elektryzującą akcję i wybuchy, trochę się rozczaruje, ale ma to związek tylko i wyłącznie z materiałem, który twórcy ekranizowali, a nie z ich złą wolą. Tutaj czekamy w napięciu na kolejny ruch przeciwnika i drżymy o życie swoje i bliskich razem z bohaterami, przeżywając razem z nimi ich psychiczne kryzysy. Szaro, ponuro i przytłaczająco, ale właśnie dla tej pięknej w swojej perfekcji szarości warto się wybrać do kina.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • Yunau

    Ach igrzyska :D oglądałam 1 część w szkole na lekcji i muszę przyznać że było ciekawie ^^ nie jestem fanką, ale też nie hejcę. Jak widzisz istnieją takie osoby pomiędzy :D
    btw zmieniłaś układ strony i trochę trudno mi się połapać ;-;