jo nesbø

„Krew na śniegu” i „Więcej krwi” – trochę inny Nesbø

Na samym początku muszę się przyznać, że to nie ja w mojej rodzinie namiętnie zaczytuję się w Nesbø i to nie ja jestem ekspertem od jego powieści, a stwierdzenie, że tym razem jest on „trochę inny” podpieram mądrością mojej rodzicielki, która zna skandynawskie kryminały wzdłuż i wszerz (Jo również). Pomijając rzucającą się w oczy mniejszą objętość obu książek z cyklu „Krew na śniegu”, podobno mają też gorszy styl i w ogóle są nie takie, jakie być powinny. A ja wam teraz opowiem dlaczego od tych właśnie pozycji warto zacząć przygodę z Nesbø.

nesbo1

Cykl rozpoczyna się, gdy główny bohater otrzymuje zlecenie zabójstwa żony swojego szefa, w której na swoje nieszczęście się zakochuje. Dodatkowo zupełnie przez przypadek podpada zleceniodawcy drobnym wypadkiem przy pracy i jest zmuszony spiskować, ukrywać się i uciekać. Z różnym skutkiem. Historia bardzo szybko się zawiązuje, rozkręca i niestety jeszcze szybciej kończy.

„Krew na śniegu” to mimo wszystko bardziej długie opowiadanie niż krótsza powieść. Przemawia za tym nie tylko wizualna objętość, ale także treść. Po zagłębieniu się w historię okazuje się, że nie ma tu miejsca na rozwlekłe opisy i długie budowanie postaci. Zostajemy wrzuceni w sam środek akcji bez większych wyjaśnień i wstępów, co na dobrą sprawę może wyjść na plus. Nie ma dłużyzny, a książkę czyta się dosyć szybko (powiedziałabym, że tylko nieco wolniej niż najlżejsze z gatunku young adults). To fakt, że jeśli czytamy tę pozycję znając doskonale poprzednie i przyzwyczailiśmy się do pewnego poziomu, poniżej którego autor nie schodzi, możemy się poczuć zawiedzeni (w różnym stopniu), to pomyślcie, że ktoś, kto postanowił sięgnąć po Nesbø po raz pierwszy będzie miał później sposobność odkrywać jego talent stopniowo (albo i nie, choć nie sądzę, że będą tacy, których „Krew na śniegu” zniechęci na dobre).

nesbo3

„Więcej kwi” jest kolejną częścią historii. W porównaniu do poprzedniej wychodzi zdecydowanie na plus. Po pierwsze, objętość – dzięki dodatkowym stronom jest miejsce na przywiązanie się do postaci. Akcja tym razem dzieje się w mroźnej Laponii i faktycznie mamy możliwość poznania panującego tam klimatu. Mogłam też w końcu przywiązać się na dłużej do bohatera – wbrew pozorom całego mojego serducha nie skradła główna postać Olava, lecz chłopczyka Knuta. Rezolutnego, wesołego i niebywale inteligentnego Knuta. Mam też wrażenie, że ta część jest odrobinę mroczniejsza, bardzo długo nie wiemy nic lub niewiele, a kolejne odpowiedzi przynoszą jeszcze więcej pytań.

Tak jak mówiłam, cykl jest dobrym wstępem do twórczości Nesbø (jednak nie należy się poddawać, gdyby pewne niedogodności nam bardzo przeszkadzały). Fakt, styl jest gorszy. Fakt, czytamy te opowiastki i nie przywiązujemy się za bardzo do bohaterów, ale książki te są dobre na tyle, by wprowadzić się w klimat i sięgnąć po kolejne, najlepsze na świecie, skandynawskie kryminały. Dlatego też myślę, że nie możemy tego nazwać słabą formą – jeśli jest w stanie zachęcić choć jedną osobę do gatunku, wydanie ma sens.

nesbo2


Egzemplarze otrzymałam od Wydawnictwa Publicat

 

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.