Król Artur i jego rycerze okrągłego stołu [RECENZJA]

Gdy mówimy o Królu Arturze, od razu do głowy przychodzą nam magowie (z Merlinem na czele), rycerze, walki na miecze i bogate historyczne tło, więc gdy tylko mogłam, wybrałam się do kina na „Król Artur: Legenda Miecza”.

Od razu wam powiem – jeśli spodziewacie się głównie historycznego filmu przygodowego z odrobiną magii, możecie się zaskoczyć. Co prawda akcja dzieje się dawno, dawno temu i świadczą o tym nie tylko kostiumy i scenografia, to magia jest tu jednym z czynników napędzających całą akcję. Tuż obok reżysera, Guya Ritchie, który postanowił dodać nieco nowoczesności swojemu dziełu.

Historia Artura jest znana wszystkim, ale na pewno nie będziecie się nudzić. Ci, którzy czekali na Merlina na pewno się zawiodą, za to jego wysłanniczka jest równe magiczna, co on (a przy tym zjawiskowa – nie tylko dlatego, że jest po prostu śliczna, w jej wzroku jest coś takiego, na co chce się patrzeć godzinami), a już na pewno ucieszycie się z tego, że do opowieści dodano głębi, nowych bohaterów, którzy jeszcze bardziej uprawdopodobniają ten świat.

Artur jest sierotą, który trafia do burdelu w Londonium i tam wyrasta na niezłego cwaniaka, szefa dzielnicy, choć ma problemy z dręczącymi go koszmarami sennymi. W końcu przez zupełny przypadek wyciąga Excalibur z kamienia i wkracza na wojenną ścieżkę z panującym władcą (który oczywiście zasiadł na tronie bezprawnie, a korona tak naprawdę należy się chłopakowi).

Kilka razy w filmie użyto bardzo szybkiego montażu do opowiedzenia historii – dorastanie Artura czy relacja z całego dnia pracy, nie ma znaczenia. W każdym przypadku zabieg sprawdził się rewelacyjnie i w połączeniu z barwnym komentarzem bohaterów był świetnym akcentem komediowym. W ogóle jeśli chodzi o całość, nie spotkałam się wcześniej z tak kreatywnym i INNYM montażem (ale to może dlatego, że nie oglądałam poprzednich filmów tego reżysera – Sherlocki uciekły mi z kin zanim zdążyłam je zobaczyć).

Serdecznie wam polecam wybranie się samemu i przekonanie, czy „Król Artur” warty jest tych wszystkich zachwytów, jakimi ludzie go obdarzają. Ze swojej strony mogę wam zagwarantować, że się nie zawiedziecie – nie ma dłużyzn, a dawka humoru w połączeniu z warsztatem reżysera tworzą mały majstersztyk, do którego chce się wracać.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.