Królowa radu – Maria Skłodowska-Curie [RECENZJA]

Filmy biograficzne to chyba mój drugi ulubiony gatunek (tuż po katastroficznych, rzecz jasna). Zwłaszcza wtedy, gdy główną bohaterką ma być osoba tak ciekawa jak Maria Skłodowska-Curie.

Już pierwsze kinowe zwiastuny spowodowały, że zacierałam rączki i nie mogłam doczekać się premiery. Karolina Gruszka w roli tytułowej wyglądała wręcz przepięknie, a reszta obsady zapowiadała się równie obiecująco (chociażby poprzez obecność Daniela Olbrychskiego czy Izy Kuny).

Historia rozpoczyna się tuż po otrzymaniu pierwszej nagrody Nobla przez Marię i Pierre’a Curie. Wkrótce potem Pierre Curie ginie w wypadku drogowym, kiedy zostaje potrącony przez powóz, a Maria pogrąża się w żałobie i cały swój smutek odreagowuje w dalszej pracy naukowej mającej na celu wydzielenie czystego radu. W między czasie jesteśmy świadkami jej romansu z żonatym Paulem Langevinem, który wywołał skandal we francuskiej prasie i przysporzył rodzinie Curie wielu problemów.

Podstawową wadą tego filmu jest z pewnością jego ogromna powierzchowność. Oczywistym było, że nie poznamy tutaj całego życia Marii Skłodowskiej-Curie, bo dwugodzinny film to zdecydowanie zbyt krótko, by to mogło się udać. Twórcy wybrali krótki fragment życia bohaterki, gdzie początek i koniec miało wyznaczać odebranie nagrody Nobla. Skakanie z wątku naukowego do romantycznego niestety nie wyszło historii na dobre – w efekcie wciąż wiemy mało o najbliższej rodzinie Marii, jej córkach, pracy naukowej i znajomości z Paulem.

Siedząc w kinie odczuwałam momentami znużenie – może to melodia języka francuskiego, w którym mówili bohaterowie, a może to po prostu zwalniająca momentami do zera akcja. Mam wrażenie, że akcenty zostały rozłożone w zupełnie nietrafiony, jeśli w ogóle nie przypadkowy sposób – to, co wydaje się istotne dla widza, jest pokazane na ekranie pół minuty, zaś to, co można było tylko streścić, wlecze się przez kilka scen.

Polecam wybrać się na „Marię Skłodowską-Curie”, ale nie dlatego, że jestem tym filmem zachwycona. Po prostu uważam, że książek i filmów na tak ważne tematy, jak biografia polskiej Noblistki, nigdy zbyt wiele, ale ten obraz do najlepszych nie należy i warto nie mieć zbyt dużych oczekiwań przed seansem, bo wtedy rozczarowanie będzie równie duże jak moje dzisiaj.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • Julia Siwinska

    Byłam na filmie, był całkiem całkiem, jednak znam lepsze. Poszłam na niego tylko dlatego, że jest to film biograficzny, który często się nie zdarza.
    Pozdrawiam cieplutko :)