Ludzka strona Maleficent

Bajkami Disneya jestem wprost oczarowana od bardzo wczesnego dzieciństwa. Pamiętam, że moją pierwszą bajką, jeszcze na VHS był Król Lew 2, a zaraz potem Śpiąca Królewna, której adaptację miałam okazję ostatnio obejrzeć. Pokochałam „Maleficent” od pierwszej klatki.

Maleficent_Aurora

Na początku miałam mieszane uczucia. Nie przypadła mi do gustu aktorka, która grała szesnastoletnią Aurorę – była dla mnie zwyczajnie zbyt brzydka. Mimo to, im dłużej ją oglądałam na ekranie, tym bardziej mi się ona podobała i tym więcej uroku zaczęłam w niej dostrzegać. Poza tym, ktokolwiek by nie grał Aurory, Angelina Jolie jako tytułowa Czarownica przyćmiłaby każdego.

MALEFICENT

No właśnie, Angelina. Jedna z moich ulubionych aktorek. W prezencie od twórców filmu otrzymała przepiękną charakteryzację, w której mogła rozwinąć skrzydła i robić swoje. Bardzo podobało mi się ludzkie ujęcie postaci Maleficent (wolę to imię jako nieodmienialne angielskie, przykro mi). W końcu wiemy, dlaczego czarownica była zła i dlaczego pragnęła śmierci królewny. Nareszcie ktoś pokusił się, by pokazać, że nawet najgorsza postać ma serce, które czasem pozostaje uśpione, ale wciąż gdzieś tam jest.

Film bardzo mi się podobał. Wzrusza do łez i zaskakuje, a to chyba najważniejsze, by w znanej wszystkim, bardzo popularnej historii odkryć drugie dno i przepisać ją na nowo.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.