Magia zakupów

Są tu ci, którzy pamiętają te kolejki i z nostalgią wspominają puste, sklepowe półki z PRLu? Pytam o ten autentyczny, prawdziwy PRL, bo kolejki i puste półki, jak się dziś dowiedziałam, mogę znaleźć w każdym sklepie  – wystarczy, że wpadnę przed świętami.

Wyobraź sobie, że idę wczoraj do sklepu. Specjalnie z korepetycji wyszłam te 10 minut wcześniej, żeby zdążyć, nie zrobić biednym kasjerom kłopotu, bo z racji szykujących się gości, mnie szykowało się dłuższe posiedzenie w Lidlu. No to zajechałam, tak naprawdę po bułki, colę, mleko, paprykę, jakieś pomidory, może coś owocowego. Nic wielkiego, nic nadzwyczajnego.

Gdy tylko weszłam do środka, oczom moim ukazał się widok pola bitwy, jaką toczyli klienci sami ze sobą. Stanowisko pierwsze – piekarnia. I około 20 bułek w koszach, gdzieś tam niby pieką się kolejne, ale wszyscy się uparli na te właśnie dwadzieścia bułek. Chwyciłam kilka, polazłam dalej. Stanowisko drugie – warzywa. I totalny brak papryki, pomidorów, ogórków, sałaty, banany same czarne, pojedyncze i przebrane, o jabłkach można było pomarzyć. Przystanek trzeci – wędliny i mrożonki. Tutaj straszyły puste kartony i zamrażarki, w których nie było nawet pustych kartonów. Poddałam się, idę po mleko. I co widzę? Ano nic nie widzę, wyprzedane do ostatniego kartonu. Szlag mnie jeszcze trafił, gdy zobaczyłam, że wszystkie kasy są otwarte, a w każdej kolejka przynajmniej na pięć-sześć osób.

Nie kupiłam połowy tego, co chciałam, więc chcąc czy nie, musiałam zajechać do całodobowego Tesco. Pomijam kolejki równie ogromne, co w Lidlu, tylko mniej przerażające, bo rozłożone na więcej kas. Pomijam, że stanowiska rybne i mięsne się powoli z racji godziny zawijały w sobie. Tyle potłuczonych jajek (właściwie w każdym jednym opakowaniu jedno jajo pływało), tak spleśniałej papryki (szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia, piękna kołderka z mającej się rewelacyjnie pleśni w jednym z kartonów) i tak śmierdzącej reszty warzyw (jakby niekastrowany kocur postanowił zaznaczyć, że każdy jeden ogórek w tym lokalu jest jego) to w życiu nie widziałam i nie chcę widzieć.

520a13c2aed1b_oPrzypomnieć tylko chciałam wszystkim panikarzom i zakupoholikom, że mamy tylko 1 maja. 2 maja wasze sklepy znów będą otwarte, przynajmniej przez kilka godzin i spokojnie, zdążycie kupić różne bajery, które tam sobie kupić chcecie. Chyba, że jestem nie na bieżąco z wiadomościami z kraju i ze świata, idzie wojna i powinniśmy zaopatrywać schrony w pożywienie – wtedy jak najbardziej rozgrzeszam was wszystkich i kupujcie dalej.

Nie, serio. O co chodzi?

Zdjęcia pochodzą z archiwum Gazety Wrocławskiej.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • Masz rację! Takie apokaliptyczne sceny rozgrywają się przed każdym wolnym dniem. Ilości kupowanego jedzenia wyjaśniają mi zjawisko ilości marnowanego przez Polaków pożywienia. Nigdy nie zrozumiem po co tyle kupować, nikt nie jest w stanie tego przejeść. A jeśli są, to z kolei wiadomo, dlaczego Polacy tyją:)

  • sezonada.pl

    Kolejka formą towarzyskich spotkań.