Mamy tylko smutne święta

Tuż przed wczorajszą lekcją szwedzkiego rozmawiałyśmy z koleżanką z grupy o tym, o czym moglibyśmy jeszcze porozmawiać, skoro materiał przerobiliśmy i zostały nam dwa spotkania na to, co mamy ochotę przerobić. Wtedy też zrodziła się moja myśl – w Polsce wszystkie święta są smutne.

Zbliża się szwedzki Midsommar – jedno z ważniejszych i huczniej obchodzonych świąt, podczas którego lokalne społeczności, wsie i miasteczka gromadzą się i wspólnie tańczą wokół symbolicznego drzewka. Najczęściej pląsają do wdzięcznej, dziecięcej piosenki o żabkach bez uszu i ogonków, a bawią się nie tylko dzieci – wśród świętujących nie brak dorosłych. Wygląda to bardzo wdzięcznie – sami spójrzcie.

Pomyślałam, jakie my mamy tradycje. Czy mamy podobne uroczystości? Nie, nie mamy. Noc Świętojańska jest dość do Midsommaru podobna, ale czy jest tak naprawde obchodzona przez wszystkich? Powiedziałabym nawet, że dużo osób ma poważne zastrzeżenia, zarzucając ludziom wierzenia pogańskie, ateizm, a nawet opętanie i zaleca im się egzorcyzmy. No dobrze, a co z amerykańskim Halloween? Tu sprawa ma się jeszcze gorzej, choć pamiętam, że spacerowanie po osiedlu z grupką znajomych i zbieranie słodyczy było zawsze super zabawą, przynajmniej w jednym domu ktoś musiał nas wyzwać od pomiotów szatana (a przypominam, że od tego mi daleko, bo jestem katoliczką).

Zamiast wesołych, kolorowych świąt mamy same smutne, szare niby-uroczystości, których tak naprawdę nikt nie obchodzi. Wszyscy cieszą się, że mają wolne w szkole lub w pracy (chociaż może to i dobrze, bo taki dzień wolny na pewno można spędzić weselej niż świętując na smutno). Nawet 11. listopada i 3. maja – uroczystości, które powinny być radosne dla wszystkich Polaków zawsze przypominają uroczystości żałobne. Albo rodzą się nowe konflikty, albo odnawiają te stare, w najlepszym przypadku oglądamy pompatyczne parady, którym towarzyszą zamieszki i nienawiść.

Polacy nie potrafią się cieszyć. Ani świętami „zapożyczonymi”, bo nie są nasze, więc są złe, ani świętami swoimi, bo nawet w Wigilię zjedzenie wspólnej kolacji stało się przykrym obowiązkiem. W myśl, że u mnie ma być miło i kolorowo, proponuję wam wszystkim zacząć cieszyć się z drobnych rzeczy. To ważne, bo gdy przyjdzie wam rozweselić smutne święta i cieszyć się z czegoś większego, może się okazać, że już nie pamiętacie, jak to się robi.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • Kisho Mori

    Wydaje mi się, że Polacy za wszelką cenę utrzymać każde święta w uroczystej atmosferze, widzę to nawet po mojej rodzinie. Jest to głupie, ale co zrobisz ? Nic nie zrobisz. Do tego dużą rolę odgrywa Kościół. Chodzi się do kościoła nawet w święta, które nie są z nim związane. I to też jest głupie, xd. Oprócz tego Polska, jak wiadomo, historii za spokojnej to ona nie miała (moim zdaniem to tylko i wyłącznie wina Polaków, ale możemy się kłócić) i na każdym kroku roztrząsamy to zamiast cieszyć się wolnością.

  • Yunau

    No cóż, mentalność Polaków…

  • Bedzionek

    U mnie w rodzinie zawsze obchodzimy każde święto miło i wesoło. Nikt ode mnie nie lubi takich smutnych i monotonnych rzeczy, więc zawsze staramy się je w jakiś sposób rozweselić. I nie rozumiem dlaczego inni nawet nie spróbują urozmaicić tych ważnych dni.