Matki, synowie i kochanki, czyli nowe show TVN

Jeśli chodzi o ramówkę, zawsze byłam fanką TVN. Polsat mógł mi zaoferować jeden lub dwa programy, które mi się podobały, ale nigdy nic więcej, o Telewizji Polskiej nie wspominam, bo ich podejście do tematu i obciach bijący na kilometr z niektórych produkcji aż przeraża. Tym razem jednak postanowiłam przejrzeć TVN Player w poszukiwaniu nowych formatów i z przerażeniem odkryłam coś, co powoduje, że stacja sporo traci w moich oczach.

Wiecie, nie zrozumcie mnie źle. Uważam, że każdy rodzaj rozrywki jest potrzebny, ale też na każdy rodzaj rozrywki jest miejsce i czas. Produkcji typu „Kto poślubi mojego syna?” spodziewałabym się po MTV, gdzie od przynajmniej kilku lat tego typu programy się pojawiają i nikogo to już nie dziwi. Ba, wręcz ludzie przywykli do tego, że jeśli chcą się pośmiać z ludzkiego ekshibicjonizmu, głupoty i po prostu zrelaksować przy czymś mało wymagającym, włączają tę stację i odpływają. MTV od tego po prostu jest. A TVN? TVN nie jest, a przynajmniej do tej pory nie był.

Oto mamy przed sobą cztery matki i ich czterech dorosłych synów, którzy mimo wieku mniej lub bardziej dojrzałego, wciąż zamieszkują ze swoimi rodzicielkami. Dlatego też te rodzicielki, które tak bardzo swoich synów kochają, zapisują ich do programu, który ma znaleźć im wybrankę na całe życie spośród dziesięciu kandydatek dobranych na podstawie jakichś tam bliżej nieokreślonych wymagań panów. Brzmi trywialnie?

wedding-cake-407170_1280

To wyobraźcie sobie jeszcze kilka obrazków, podczas których z bohaterek wychodzą diablice wcielone i łaszą się jak malutkie pieski do swoich potencjalnych mężów, rozbierają na życzenie teściowej-matki pod pretekstem pięknej sesji zdjęciowej, robią z siebie idiotki w eleganckich restauracjach, w imię czego? W imię zdobycia faceta, którego mogła mieć każda, wnioskując po ich zachowaniu choćby już na pierwszej wspólnej imprezie.

Teoretycznie walczymy z uprzedmiotowieniem kobiet, a jednocześnie pokazujemy je w takich dość dziwnych rolach, kiedy ich zwycięstwo nie zależy od ich własnych charakterów, osobowości, umiejętności pozostania sobą w każdej sytuacji, ale od tego, jak bardzo zatracą siebie w gąszczu wymagań męża i teściowej. Ani jedno ani drugie nie będzie w takim związku szczęśliwe, więc tym bardziej nie rozumiem sensu tego całego wysiłku. Chyba, że sensem jest tylko podnieta dla tłumów, a ktoś ma parcie na szkło tak wielkie, że godzi się na uwłaczenie własnej godności dla chwilowej popularności.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.