Mijamy się – „Love, Rosie”

Każdy chyba przeżył taką przyjaźń, gdy poznajecie się za dzieciaka, razem dorastacie, jesteście najlepszymi przyjaciółmi i powiernikami największych sekretów, a gdy już osiągacie wiek nastoletni staje przed wami jedna przeszkoda – jesteście różnej płci. W związku ze zbliżającymi się walentynkami, postanowiłam nadrobić niektóre filmy, na które wcześniej brakło czasu i tym sposobem obejrzałam „Love, Rosie”. Film o tym, jak dwójka ludzi może się mijać przez pół życia, bo uparcie zaprzecza swojemu przeznaczeniu.

loverosie4

Historia Rosie (w tej roli przepiękna Lily Collins) jest do bólu autentyczna. Poznają się z Alexem (Sam Claflin) jako dzieci, przyjaźnią się i świata poza sobą nie widzą. Są nierozłączni, rozwiązują nawzajem swoje problemy, pomagają sobie i mogą na siebie liczyć w każdej, nawet najbardziej ekstremalnej sytuacji. Mają jednak niepisaną umowę – nie mogą się w sobie zakochać. Może właśnie dlatego, gdy faktycznie się to dzieje i Alex całuje przyjaciółkę na imprezie, oboje postanawiają jak najszybciej zająć swoje myśli innymi osobami. Tym sposobem Rosie zachodzi w ciążę z nieodpowiedzialnym gnojkiem, nie wyjeżdża z miasta do szkoły, nie spełnia marzeń o otwarciu własnego hotelu, a jej miłość wymyka się jej z rąk by wieść szczęśliwe życie.

loverosie2

Wydawać by się mogło, że los jest nieubłagany, bo gdy tylko w życiu bohaterki pojawia się troszeczkę słońca, za chwilę zaczynają się kłębić chmury tak gęste, że przysłaniają wszystko inne. Przyznam, że było mi tej słodkiej, kochanej Rosie bardzo szkoda przez sporą część filmu. Była prawdziwie zakochana, a jednak nieszczęśliwa, bo chociaż jej wybranek całe życie czuł to samo, oboje nie chcieli przyznać się przed sobą do swoich uczuć.

loverosie3

„Love, Rosie” to dobra lekcja relacji międzyludzkich. Nigdy nie jest tak, że drugi człowiek będzie na ciebie czekał. Jeśli nie przyznasz się przede wszystkim przed sobą do własnych uczuć, inni pójdą dalej. I chociaż może będą z nostalgią wspominać miłe wspólne chwile, wcale nie musi tak być, że wszystko się dobrze skończy. Warto ten film obejrzeć nie tylko dla pięknych obrazków, kadrów i widoczków. Nie tylko dla świetnej pary głównych aktorów, między którymi fruwają iskry. Nie tylko dla cudownej historii, ale też po to, by pochylić się nad samym sobą i odpowiedzieć na pytanie „czy wszyscy ludzie dookoła mnie wiedzą, ile dla mnie znaczą?”.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.