„Mistrz i Małgorzata” we wrocławskim Capitolu

Historia mojego wejścia na widownię na ten spektakl mogłaby nadawać się na anegdotę powtarzaną dzieciom i wnukom. Otóż wyobraź sobie, że w niedzielę przyjechała do mnie z Warszawy teatromaniaczka w równym stopniu, co ja. Ona bilet miała, mi pozostało go zdobyć. Jak? Stojąc w foyer i pytając po kolei wszystkich, czy przypadkiem nie chcą jednej sztuki odsprzedać. Ktoś chciał. Weszłam.

mistrz_i_malgorzata4_lukasz_gizaMiałyśmy bardzo mieszane uczucia, gdy było po wszystkim. Wiem, że starszym widzom spektakl może się nie podobać. Takie też zasłyszałam opinie od zacnych kobiet, że książkę czytały i były zachwycone, a spektakl w Capitolu „wieje awangardą”. Faktycznie, takie można odnieść wrażenie. Iscenizacja Wojciecha Kościelniaka naprawdę była nowoczesna i, jak koleżanka stwierdziła, „bardzo w jego stylu”, choć przyznam szczerze, że w tym punkcie muszę jej zaufać – nie widziałam na tyle dużo spektakli  w jego reżyserii, by mieć rozsądne porównanie ;)

Sama mam mieszane uczucia. Z jednej strony zachwyty prasy, krytyków i recenzentów. Z drugiej strony zderzenie z moimi własnymi odczuciami, które wcale takie jednoznaczne nie są. Sceny zbiorowe i pierwszy akt ogólnie bardzo mi się podobał, choć jego końcówka wyraźnie spowolniła, dłuuużąąąc się niemiłosiernie. Niestety, było to zapowiedzią równie długiego (choć czasowo krótszego) i spokojnego drugiego aktu. Akcja zwolniła do tego stopnia, że musiałam się bardzo starać, by wciąż uważać na każde słowo aktorów z taką samą uwagą, jak na początku.

Stronie muzycznej nie mam nic do zarzucenia. Kocham musical i uwielbiam, gdy aktorzy, zwłaszcza tak zdolni aktorzy, śpiewają na żywo, a przygrywa im świetna orkiestra. Scenografia spektaklu jest prosta, ale jednocześnie wystarczająca. Tam, gdzie powinna być tylko tłem, jest tłem. Tam, gdzie ma rzucać się w oczy – rzuca się w oczy.

Jeśli ktoś „Mistrza i Małgorzaty” nie przeczytał (a szkoda!), na pewno zrozumie całą opowieść. Ciągi przyczynowo-skutkowe są tu dość jasne, choć pewne aspekty wciąż pozostają dla mnie zagadką, zarówno fabularną, jak i iscenizacyjną. Każdemu polecam, nawet spontaniczne wyjście – jak widać niezdobywalne bilety nie są wcale takie niezdobywalne i trzeba próbować szczęścia. Na koniec, żeby życie miało smaczek, wyprodukowany przez sam Teatr materiał z backstage’u:

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.