„Modelka” – wielkie rozczarowanie

Ostatnio często korzystamy ze środowych promocji w Cinema City, tym razem postanowiliśmy wybrać się na film „Modelka”. Co prawda mieliśmy jeszcze dwa inne tytuły, z którymi chcieliśmy się zapoznać, ale akurat teraz najbardziej pasowała nam ta godzina.

Zwiastun „Modelki” widziałam wcześniej przy okazji „Łowcy i Królowej Lodu” – zainteresował mnie przepięknymi kadrami, chwytliwą muzyką, a przede wszystkim dobrym tematem. Bo to właśnie ukazanie świata modelingu było najmocniejszym argumentem za tym, by z pełnym przekonaniem stwierdzić „to będzie super film, muszę go zobaczyć”. Tak, film skusił, ale zaraz potem mocno rozczarował.

Historia zaczyna się w Danii (stąd już blisko do mojej ukochanej Szwecji). Emma wybiera się właśnie do Paryża, gdzie rozpoczyna karierę modelki, trafia do agencji, dostaje pierwsze zlecenie, zamieszkuje z Zofią z Polski – ekscentryczną, sepleniącą współlokatorką. Tylko, że bardzo szybko autorzy zapomnieli o modelingu, a skupili się na stosunkach. Tak, dokładnie tych stosunkach.

themodelmovie

Nigdy nie miałam ambicji zostać modelką, nie interesowały mnie wybiegi i pokazy, ale coś mi mówi, że ten świat, choć na pewno brutalny, nie może być aż tak zły i do szpiku kości patologiczny. Na pewno nie każdy kontrakt załatwia się przez łóżko. Temat można było przewałkować na sto różnych sposobów, a każdy byłby lepszy od tego, co zaoferowali nam twórcy. Pozostają problemy anorektyczek, bulimiczek, zawiści i zazdrości między dziewczynami, bezwzględnego dbania o wygląd i problemów z tym związanych, a tymczasem wszystko sprowadzono do seksu.

Główna bohaterka to osoba z poważnymi zaburzeniami emocjonalnymi – jak sama mówi nikt w domu w nią nie wierzy i tu możemy dopatrywać się przyczyn, ale kurczę, nie wiem, jak można kreować tę postać tak mdło. Tu jest kolejny niewykorzystany potencjał filmu – tyle losów i historii można było opowiedzieć z pomocą tej postaci, że aż mi szkoda. Z zażenowaniem przyglądałam się jej kolejnym wyborom, braniu narkotyków od obcych ludzi, bo w końcu są z Chanel, pójście z napalonym narkomanem na basen, okłamywanie swojego chłopaka i drugiego chłopaka (tak, było ich dwóch na raz), a potem gwałt popełniony przez właściciela mieszkania, od którego bohaterka wynajmowała pokój.

Serio, w trakcie seksu z trzecim facetem było mi już naprawdę niedobrze, a gwałt przyprawił o mdłości i byłam skłonna wyjść z kina w trakcie filmu, co mi się do tej pory nigdy nie zdarzyło. Czym innym jest pokazać drogę przez łóżko do kariery na tle innych aspektów problemów świata modelingu, co innego uczynić z tego temat główny i pozbawić całego filmu bohaterów, którym współczujemy i kibicujemy.

Bo właściwie, kogo my tu mamy? Emmę, jej chłopaka, któremu powinniśmy albo współczuć, że został zdradzony i to w dniu, w którym bez zapowiedzi postanowił odwiedzić ukochaną albo wręcz nienawidzić, bo jest biednym dzieciakiem i co właściwie może dać bohaterce lepszego niż szanowany fotograf? Właściciel agencji, który wzbudza chyba najwięcej pozytywnych emocji, jakiś świr, który organizuje przyjęcie, na którym ludzie muszą się namiętnie pocałować z obcymi przed rozpoczęciem kolacji i wreszcie ten obleśny narkoman z Chanel…

Jest jeszcze Zofia. Grana przez Charlotte Tomaszewską bohaterka, współlokatorka Emmy. Od początku coś mi mówiło, że to Polka, ale do końca nie byłam przekonana, dopóki nie padło zapewnienie z ekranu. Nie wiem, czy sama modelka (aktorka) tak bardzo sepleni, jeśli sepleni to czy tylko po angielsku, ale było to bardzo irytujące przeżycie. Na końcu oczywiście kradnie Emmie chłopaka, bo cóż innego może zrobić w tego typu filmie współlokatorka.

modelthemovie

Tłem wszystkich wydarzeń jest Paryż. A nie, przepraszam – Warszawa. Okazuje się, że twórcy nie zadali sobie nawet trudu by samochody stylizować na francuskie. Gdy narzeczony szepnął mi w trakcie seansu, że widzi polską (warszawską) rejestrację, odpowiedziałam mu, że to niemożliwe. Przecież jesteśmy we Francji! A jednak – miał rację. Tym sposobem na eleganckie przyjęcie w jakimś francuskim pałacyku, bohaterowie dojeżdżają autem na polskich blachach.

To nie jest tak, że ten film nie wzbudza emocji. Wzbudza, szkoda tylko, że skrajnie negatywne. Nie ma ani początku, ani rozwinięcia, ani zakończenia. Bo jakim zakończeniem jest powrót Emmy do domu tuż po tym, jak dźgnęła swojego gospodarza w brzuch tuż po tym, jak ten ją zgwałcił? W jednej minucie prosi policjantów o posprzątanie bałaganu, w drugiej znów jest w Danii w ciepłym pokoiku w rodzinnym domu. A w jeszcze następnej minucie odbiera telefon szefa agencji, który niby to nie chce, ale jednak słychać, że chce zaprosić ją znów do Paryża do wzięcia udziału w pokazie Chanel (tak, tej upragnionej marki, o którą rozchodzi się cały film), ale w sumie to on nie wie, czy Emma da radę, bo gwałcicielowi postawili zarzuty i takie tam.

Ja się pytam, czy Emma wzięła udział w pokazie? Czy gwałciciel odpowiedział za swój czyn? I wreszcie – Emma przecież prawie go zabiła nożem, który kilka dni wcześniej schowała w swojej szufladzie. Nie odpowiada za ten czyn? Ja wiem, że to w afekcie, ale nawet za takie zbrodnie ludzie idą siedzieć, więc jak to w końcu było?

„Modelkę” można zobaczyć tylko po to, by przekonać się na własnej skórze, jak NIE robić filmów o modelingu. Jak NIE prowadzić narracji i jak NIE kreować bohaterów. Będziecie bogatsi tylko o kilka łóżkowych doświadczeń Emmy, bo na pewno nie dowiecie się, jak wygląda od podszewki ten świat tak naprawdę i nawet nie poznacie od początku do końca historii ciekawej bohaterki. Spędzicie prawie dwie godziny w kinie i zyskacie tylko kilkaset kalorii ze zjedzonego popcornu.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.