Moje wrażenia z programu Agent – Gwiazdy

Wczorajsza relacja na żywo z Finału „Agent – Gwiazdy” cieszyła się sporym powodzeniem i zgodnie z zapowiedzią, dziś opiszę wam moje wrażenia, odcinek po odcinku, zadanie po zadaniu. Gotowi? No to zaczynamy.

Przede wszystkim muszę zacząć od tego, że bardzo cieszyłam się z powrotu formatu na antenę TVN, ale nie byłam do końca przekonana co do nowej formy, w której uczestnikami są osoby znane, a nie ludzie „z ulicy”. Wzruszyłam ramionami uznając, że tak musi być, bo teraz już nie ma takiego parcia, że „to mogłem być ja”. Teraz chcemy oglądać w akcji celebrytów. Naturalna kolej rzeczy, z którą trzeba się pogodzić. Na całe szczęście, szybko rozwiano wszelkie moje wątpliwości.

Odcinek 1

agent01

Tutaj jeszcze miałam mieszane uczucia. Oto czternastka uczestników pojawia się w Afryce. Najbardziej ciekawa byłam poczynań Dominiki Tajner-Wiśniewskiej (oczywiście z uwagi na moją fascynację zespołem Ich Troje), Huberta Urbańskiego (bo ciągle powtarzałam sobie, że śmiesznie byłoby, gdyby on był Agentem, ale to byłoby zbyt proste), Tomka Oświecińskiego (byłam świeżo po Pitbullu, przyznaję) i oczywiście Macademian Girl, czyli Tamary Gonzalez Perea – nie muszę chyba tłumaczyć, że blogerki trzymają się razem? ;)

Tamara przyjechała do Afryki w swoim stylu, w kolorowym stroju, obładowana bagażami i przykuła moją uwagę chyba najbardziej w tym odcinku. Zwłaszcza, gdy skoczyła wtedy na bungee – po raz pierwszy (ale nie ostatni w tym programie) udowodniła, że ma w sobie sporo odwagi, którą na pewno jeszcze pokaże.

Odcinek 2

agent02

Tutaj agentowe podejrzenia zostały skierowane na Antka i utrzymywały się jeszcze przez długi czas. W końcu przecież ten, kto odpadał z programu musiał odpaść na stałe, chyba, że był właśnie… Agentem! Sylwia postanowiła przywrócić kolegę do programu, rezygnując z immunitetu. Największym zaskoczeniem był dla mnie Tomek, który zachował się jak prawdziwy komandos podczas akcji. Miałam wrażenie, że jeszcze nie zakończył zdjęć do Pitbulla :D

Późniejsze zadanie z laserowym labiryntem było według mnie po prostu niemożliwe do przejścia. Uczestnicy poszerzeni o dziwne sprzęty na plecach, z lusterkami, gdzie część z nich nie jest tak gibka, a wiązki lasera usiane były tak gęsto – to nie mogło się udać. Wydaje mi się, że to zadanie musiało popsuć się samo, tak też się stało i uczestnicy stracili sporą kasę.

Odcinek 3

agent03

Zejście po pionowej ścianie budynku to zdecydowanie jedno z tych zadań, których zazdroszczę uczestnikom najbardziej. Umówmy się, na miejscu byłabym zdygana na maksa, ale na pewno bym zeszła, a po fakcie tak bardzo rozpierałaby mnie duma, że wszyscy dookoła mieliby mnie dosyć :)

W tym odcinku również Tomek pokazuje, że jest w gorącej wodzie kąpany. Pamiętacie moment, w którym zakosił wiszący na bramie pęk kluczy, kompletnie niezwiązany z programem Agent? Zaskoczył nie tylko uczestników i samego siebie, ale nawet Kingę Rusin. Przy okazji to był chyba przełomowy moment, w którym ostatecznie wszyscy widzowie obdarzyli go ogromną sympatią.

Odcinek 4

agent04

Teraz, gdy analizuję wszystkie odcinki, mam wrażenie, że w każdym Tomek przeskrobał coś zabawnego. Tym razem po raz kolejny poczuł się jak komandos prosto z planu Pitbulla i postanowił przejąć pałeczkę w nawigacji statkiem (Monika i Joasia z zawiązanymi oczami sterowały statkiem i miały robić na ślepo zdjęcia tabliczek z pewnymi kwotami pieniędzy). Przez dobre kilkanaście minut Tomek nawigował łódkę z operatorami kamer (jak dowiadujemy się z relacji na blogu Tamary).

Przy okazji zapytam, czy was też irytowało to, jak Joasia nadgorliwie wykonuje wszystkie zadania? Do tego stopnia, że więcej szkodzi niż pomaga. Od tego momentu moje podejrzenia skierowane były w jej stronę.

Odcinek 5

agent05

To tutaj padło pamiętne stwierdzenie Maćka Sieradzkiego (którego uwielbiam jeszcze z Project Runway – kibicowałam mu do samego końca i bardzo żałowałam, że nie udało mu się wygrać) – za mną wodospad, przede mną Joanna. Asia Jabłczyńska dalej sabotowała zadania, jak się okazało bardziej z jej wrodzonej ambicji i perfekcjonizmu. Hej, w końcu jest prawniczką, na pewno cierpi na syndrom dobrej uczennicy :D

Tutaj przy okazji coraz bardziej zaczęłam podejrzewać Antka. Chciał skończyć zadanie przed sfotografowaniem wszystkich zwierząt i mam wrażenie, że od tej pory mącił już tylko coraz bardziej. No i Maciek odpadł, to był pierwszy moment, w którym stwierdziłam, że to już nie będzie to samo.

Odcinek 6

agent06

Mam wrażenie, że ten odcinek podobał mi się najmniej. Układanie mapy z wielkich, drewnianych puzzli jeszcze było emocjonujące, ale jeżdżenie kilka godzin w upale i skwarze w poszukiwaniu właściwej drogi i zmiana trasy w ostatniej chwili troszkę wiało nudą. Kolejne zadanie, czyli płukanie złota do odlania kluczyka uratowała chyba tylko Tamara, która zgubiła swoją misę i oczywiście… Tomek. Tomek, który szukał jokerów, nie złota, do czego sam się przyznał w wielkim finale.

Odcinek 7

agent07

Monika i Sylwia zostają porwane, a Antkowi dalej tylko mącenie w głowie. Postanawia wymyślić historyjkę, którą poczęstują uwolnione uczestniczki, oczywiście kompletnie niezgodną z prawdą. To był ten moment, gdy Antek zaczynał mnie już tym mieszaniem irytować – mam wrażenie, że tutaj, jak w żadnej innej edycji, każdy z uczestników coraz bardziej starał się skierować podejrzenia na siebie, by wyeliminować innych uczestników. Spora odmiana, do tej pory zawsze wszyscy grali do wspólnej bramki. Tylko takie spostrzeżenie ;)

Odcinek 8

agent08

W tym odcinku Agent miał największe pole do popisu, a okazało się, że tak naprawdę wcale nie musiał działać, bo zadanie sabotowało się samo. A właściwie z drobna pomocą Antka, który dzielnie realizował swoją strategię i za jego namową wszyscy uczestnicy otworzyli wielką skrzynię pełną smakołyków. Gdyby chociaż wcześniej zjedli śniadanie, pewnie nigdy w życiu nie daliby się skusić na jedzenie, jeśli stawką byłoby być albo nie być siedmiu i pół tysiąca w puli. Łyso im musiało być też wtedy, gdy dowiedzieli się, że mimo koncertowo wykonanego przez Tamarę i Huberta, tracą drugie tyle. Smutek.

To także odcinek, w którym Tomek żegna się z programem i był to też kolejny moment, w którym stwierdziłam, że na pewno nic już nie będzie takie samo.

Odcinek 9

agent09

Kolejne zadanie-marzenie. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że kiedyś jeździłam konno i uwielbiałam ten sport, kontakt ze zwierzęciem i to, że bardzo mnie to relaksowało, a teraz z różnych względów nie mam już możliwości jeździć i bardzo za tym tęsknię. Oddałabym dużo za taką plenerową przejażdżkę, w dodatku połączoną z dość prostym zadaniem podjechania na koniu i zgarnięcia czegoś ze słupka.

W tym odcinku już od jakiegoś czasu znałyśmy się z Tamarą prywatnie (ze wspólnego występu w Pytaniu na Śniadanie) i tym mocniej kibicowałam jej w grze o jokery. Dała dziewczyna radę! :)

Później zazdrościłam już tylko Antkowi, którego wysłano samolotem na przepiękną górę, z cudownymi widokami. Ach, rozmarzyłam się.

Odcinek 10

agent10

Wszyscy poczuli się tu uderzeni tym, w jak ogromnej biedzie żyją mieszkańcy wioski, w której dziewczyny starały się zebrać fotografie określonych przedmiotów. Były duże problemy z lalką, bo nie znalazła się nawet jedna na wszystkie dzieci, a w domkach zamiast lamp wisiały gołe żarówki. Uderzała jednak ogromna serdeczność ludzi, których spotkały i to, że mimo niedostatku, braku pewnych wygód, potrafią żyć szczęśliwie.

Antek uczący się języka – zaimponował mi pamięcią. Wiem, że jet aktorem, ale wydaje mi się, że dobra pamięć wcale nie musi iść w parze z tym zawodem, tak samo jak nie musi iść w parze z zawodem piosenkarza, który przecież powinien znać swoje piosenki (w pamięci mam wciąż Michała Wiśniewskiego otwarcie mówiącego o tym, że ma problem z zapamiętywaniem tekstów własnych piosenek).

Ogromny szacun też dla Asi, która bez mrugnięcia okiem wykiwała #BezczelnySojusz Antka i Tamary. A przy okazji widzów.

Odcinek 11

agent11

W zadaniu bibliotecznym w ogóle nie zdziwiło mnie to, że Tamary ukochaną książką był Harry Potter i wiedziałam, że wcale nie potrzebuje szukać swojej fiszki, by odnaleźć dziennik. Po raz kolejny wielki podziw wzbudziła we mnie dobra pamięć Antka, który nie musiał nic notować w swoim dzienniku – ja uważam, że jeśli muszę coś zapamiętać, to o tym pamiętam (z reguły ;D), ale gdyby tyle rzeczy mąciło mi w głowie jednocześnie, pogubiłabym się sama we własnych myślach.

Tutaj też zaczęłam ostatecznie typować Huberta jako Agenta, choć z tyłu głowy wciąż świtało mi, że może jednak jest nim Tamara. Hubert mimo wszystko za dużo namieszał z fiszkami i widać, że bardzo mu na tym zamieszaniu zależy – był bardzo podirytowany, gdy Antek deptał mu po piętach.

Odcinek 12

agent12

To już ostatni odcinek przed finałem, po którym pojawiło się mnóstwo głosów oburzenia „dlaczego wszyscy podnieśli ręce w odpowiedzi na pytanie, kto jest Agentem?!”. Przecież było to oczywiste, że Agent zostanie ujawniony przy wspólnej kolacji – nie wiedzieliśmy, jaką przybierze ona formę, ale uczestnictwo pozostałych Gwiazd było do tego konieczne, prawda?

Przejażdżka pociągiem z pytaniami musiała być bardzo dziwnym doświadczeniem – osobiście czułabym się chyba jak w jakimś żywym domku dla lalek. Sami w wagonie, a wszyscy dookoła podstawieni, niby się czymś zajmują, ale przy okazji dokładnie cię obserwują. Brr, przerażające!

Co do zadania z odmierzaniem wagi, odległości i czasu w ogóle nie zdziwiła mnie sprawność Tamary. My kobiety już chyba tak mamy (choć ja chyba jestem jakimś wyjątkiem – dobrze, że nie mnie przypadło w udziale to zadanie, bo na sto procent biegałabym z piętnastokilogramowym plecakiem na plecach, oddalona od mety o sto kilometrów :P).

Odcinek 13 – Wielki Finał

agent13

Na Wielkim Finale spotkaliśmy się wszyscy razem w relacji na żywo, gdzie na bieżąco komentowałam wam wydarzenia. Oczywiście nie zabrakło momentów napięcia, które przerywały skutecznie przerwy reklamowe (a my wszyscy „oh, kaman!”). Mimo to, mam wrażenie, że ujawnienie Agenta było mało spektakularne i od podnoszenia ręki zdecydowanie wolę wersję z kopertami – jeśli twórcy nie chcieli od razu ujawniać przegranego i zwycięzcy, mogli dać im puste koperty, a kwestię pierwszego miejsca rozwiązać później.

Zabrakło mi też omówienia wielu momentów z zadań, wciąż pozostało wiele niewyjaśnionych tajemnic (chociaż ta z niedziałającą windą się wyjaśniła ;D). Czuję ogromny niedosyt, ale pewnie to celowy zabieg. W końcu szykuje się kolejna edycja już za rok.

A jeśli zabrakłoby pomysłów na uczestników, to podpisuję się na liście chętnych czterema kończynami. Dodałabym to wtedy do spełnionych marzeń z dzieciństwa.

Kto ma ochotę poczytać, co działo się w relacji na żywo, zapraszam do poprzedniego wpisu :)


 

To już koniec przygody z czwartą edycją programu „Agent” i jednocześnie pierwszą edycją programu „Agent – Gwiazdy”. Rok minie szybciutko i już za chwilę, za momencik, będziemy mogli śledzić poczynania kolejnej grupy uczestników i oczywiście… Agenta :)

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.