Nie zaglądaj e-sportowcom do portfela

Przechodzę właśnie drugą fazę zajawki na gry komputerowe. Pierwsza zaczęła się oczywiście w dzieciństwie, gdy moją alfą i omegą był Reksio lub Adaś (ten od Pirata Barnaby) i skończyła jakieś pół roku temu wraz z przyjemnością z nagrywania gier. Druga zaczęła się stosunkowo niedawno, w okolicach katowickiego IEM 2015, podczas którego przeżyłam niesamowite emocje kibicując „moim” drużynom i z tego też powodu postanowiłam zostać streamerką, ale to inna bajka.

E-sport to w Polsce dziedzina dość nowa, dopiero wchodzi na salony, pojawia się w mediach tradycyjnych i większości internetowych. To już nie tylko małe portaliki dla pasjonatów, ale duże serwisy gromadzące tysiące, jeśli nie dziesiątki tysięcy użytkowników. To loterie i zakłady, obstawianie meczy, aż wreszcie marzenia młodych ludzi, które zmieniły się z „kiedyś będę jak Lewandowski” na „kiedyś będę jak Pasha”.

Jest jednak pewien problem, tak bardzo typowy problem każdego Polaka. Ból tyłka. No bo jak to tak, zarabiać na siedzeniu na dupie? Jeszcze rozumiem tych, tfu, blogerów, oni chociaż coś napiszą, czasem muszą gdzieś pojechać. Ci, tfu, „jutuberzy” też są do przeżycia – w końcu kamery i mikrofony trochę kosztują, ale PROFESJONALNI GRACZE? Toż to skandal – cały dzień gra w jakieś karabiny i jeszcze domaga się za to pieniędzy.

A zaczęło się niewinnie…

Tego typu postawa jest widoczna bardzo często, ale najbardziej mnie poraziła po oczach chyba podczas wywiadu z Jarosławem Pashą Jarząbkowskim w Polsat News. Rozumiem, że dziedzina nowa, a telewizja dla staruszków i zacofanych nieuków, że trzeba ludzi wyedukować i pozadawać kilka durnych dla obeznanych w temacie pytań, a ktoś musi na nie cierpliwie odpowiadać, ale sięganie do kieszeni i umniejszanie wartości tych pieniędzy tylko dlatego, że zostały zarobione podczas gry? O nie, tak się nie bawimy.

I może olałabym temat i nie bulwersowałabym się aż tak bardzo, tak samo jak nie bulwersuję się, gdy słyszę, że prowadząc kampanię reklamową na blogu czy kanale YouTube się sprzedałam, gdyby nie jedna, bardzo rzucająca się w oczy zależność.

Piłkarze do roboty!

Piłkarz zarabia w cholerę kasy, a przecież biega całymi dniami po boisku i kopie piłkę. Co to za praca, zdrowy przynajmniej będzie to się powinien cieszyć. A najlepiej to dopłacić, bo ktoś mu ten stadion wybudował. Jak to kto? No przecież JA, za MOJE podatki. Nie zgadzam się żeby jakiś tam sportowiec zarabiał na byciu fit i ładnym wyglądaniu, co to, to nie.

Czujecie hipokryzję?

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • Yunau

    Czuję hipokryzję.