Piękna z Bestią jest… „Piękna i Bestia” [RECENZJA]

Zachwytom nie będzie końca – lojalnie ostrzegam. Dla mnie „Piękna i Bestia” to arcydzieło i nie zmieni tego nic, a jeśli chcecie poczytać, co w najnowszym Disneyowskim filmie tak bardzo mnie urzekło, zapraszam do czytania!

Na „Piękną i Bestię” czekałam już od pierwszej zapowiedzi. Gdy później dowiedziałam się, że główną rolę grać będzie Emma Watson (a nie muszę chyba mówić, że to jedna z moich ukochanych aktorek), nie mogłam się doczekać jeszcze bardziej. Im bliżej premiery, tym szybciej przebierałam nóżkami, aż wczorajszego wieczora mogłam wreszcie zasiąść w kinie. Oczywiście na wersji angielskiej, z napisami.

Zauroczona byłam już od samego początku, od znanego wszystkim ujęcia zamku z logo Disneya. Tym razem zamkiem okazał się być zamek Bestii, a gdzieś w tle majaczyła wioska, w której mieszka Bella. Taki subtelny smaczek dla spostrzegawczych, a przy okazji zręczne zawiązanie akcji – od tego momentu twórcy wrzucają nas w historię, zaczynając oczywiście od początku. Jak Książę zmienił się w Bestię?

Emma Watson jest w tym filmie fenomenalna. Zaczynam się poważnie zastanawiać, czy jest jakakolwiek rola, w której jej kiedykolwiek nie pójdzie (oby nie!). Ona nie gra Belli, tylko nią jest i nawet jeśli pojawiają się głosy, że z tym jej śpiewem to nie do końca tak uczciwie, bo AutoTune… W tym momencie rzekłabym – who cares? Brzmi przepięknie i jest właściwie tylko jeden moment, w którym wyraźnie słychać poprawianie wokalu (i nie jest to głos Emmy).

Dech w piersiach zapierają głównie dwie sceny zbiorowe. Pierwsza to niewątpliwie piosenka Gastona w karczmie, gdzie ludzie radośnie skaczą i tańczą na stołach, wychwalając przy okazji wdzięki bohatera. Chociaż krew się w nas gotuje na widok tego narcystycznego… nie bójmy się tego słowa – dupka, to trzeba przyznać, że moment ma dobry. Le Fou (Josh Gad), który intonuje tę piosenkę jest dobry zresztą nie tylko wtedy. Lśni na ekranie za każdym razem, gdy się pojawia i chyba nie było momentu, w którym nie rozbawiał sali kinowej do granic możliwości.

Drugą imponującą zbiorówką jest „Be our guest”. Pomijam fakt, że była piekielnie trudna do nakręcenia – światła nie zostały dodane w postprodukcji, a naprawdę „grały” na planie. No właśnie, planie, na którym biedna Emma siedziała sama przy ogromnym stole i cieszyła buzię do niewidzialnych, śpiewających przedmiotów. Animacja, którą później dorzucono jest perfekcyjnie wykonana, oddająca ducha tej sceny z filmu animowanego.

W ogóle „Piękna i Bestia” idealnie oddaje klimat pierwowzoru. Chociaż dopisano kilka utworów (piosenka Bestii – cudowna), wątków fabularnych (okoliczności śmierci matki Belli) i pokolorowano otoczenie (chociażby poprzez pokazanie związków zaczarowanych bohaterów zamku z wioską), opowieść jest tak samo wzruszająca jak bajka, przy której tak świetnie się bawiłam, gdy wyrastałam z pieluch.

Po seansie usłyszałam rozmowę, w której dwie panie kłóciły się o to, ile razy płakały na seansie. Mówiły trzy-cztery razy. Naciągnęłam czapkę wstydu. Pierwszy raz spłakałam się chyba w momencie, gdy Bella pierwszy raz trafiła na magiczną różę i łzy spływały mi wartkim strumieniem po policzkach do końca filmu. Oczywiście ku ogromnej radości Małża, który podsumował, że „ze mną to nawet do kina iść nie można”.

Idźcie, idźcie, idźcie na ten film! Z napisami czy z dubbingiem (polecam oczywiście napisy!), nieważne. Ważne, żebyście to arcydzieło zobaczyli i powzruszali się razem ze mną. Gwarantuję, że nie pożałujecie wydanych pieniędzy.

My wybieramy się na film raz jeszcze – tym razem ocenimy polski dubbing, a wrażeniami na pewno podzielę się w wątku o „Pięknej i Bestii” na naszej grupie czytelników na Facebooku. Kliknij obrazek i dołącz do nas! :)

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • Julia Siwinska

    Oj, to teraz jeszcze bardziej chce mi się pójść na ten film! :)

  • My już byłyśmy i jesteśmy oczarowane filmem! :)
    Hmm… większość osób obawiała się, jak Emma wpasuje się w rolę Belli. ;) Ale myślę, że te obawy były nieuzasadnione.
    Mam takie same uczucia odnośnie śpiewu Belli. Przecież w takim filmie nie liczy się, czy głos był prawdziwy, czy ulepszony, skoro brzmiał wyjątkowo, pasował do klimatu i po prostu był jak z bajki. <3
    ~Wer