Pierwsze odczucia młodej mężatki

Kiedy pół roku temu z Mężem ogłosiliśmy światu, że w końcu (bo po czterech latach) zamierzamy zmienić stan cywilny, rodzina się ucieszyła, w gronie znajomych zawrzało, a wszyscy zadawali dwa pytania „Jesteście pewni?” i „Nie za szybko?”. No, może oprócz mojej rodzicielki :)

Nasz ślub był skromny. Krótka uroczystość w Urzędzie Stanu Cywilnego, obiad w rodzinnym gronie (około dwudziestu osób – rodzice, chrzestni oraz rodzeństwo z rodziną), później kolacja z kilkorgiem znajomych. Zwariować dała się tylko moja mama, która zakupiła przeróżne dekoracje, balony, bańki mydlane, które swoją drogą były hitem imprezy, a także nie mogła się powstrzymać przed wykupieniem całego supermarketu i przygotowaniem miliona różnych, przepysznych dań. Skromność była naszą koncepcją od początku, choć otoczenie wciąż pytało, czy mam już białą suknię i ile za nią dałam.

Nasz ślub, może i niewielki, ale na pewno nietypowy. Ja w czerwonej pin upowej sukieneczce w grochy, mąż w granatowym garniaku w gwiazdki, czerwonych spodniach i trampkach w tym samym kolorze. Dodać do tego moje blond-błękitne włosy, a tworzy nam się szalona mieszanka. Urzędnik zaczął żartować, wprowadzając niesamowicie ciepłą atmosferę, a gdy robiliśmy sobie zdjęcia już po ślubie pod Urzędem, turyści przystawali by zrobić nam zdjęcia z mniejszego lub większego ukrycia.

Kilka dni po uroczystości ludzie pytają „I jak się czujesz jako żona?”, a ja muszę ich zmartwić odpowiedzią, bo obchodzi się bez sensacji pod tytułem wątpliwości i „second thoughts”. Tak naprawdę zmieniły się dwie rzeczy – moje nazwisko i to, że na palcu gości obrączka.

Małżeństwo było dla mnie tak naprawdę tylko pisemnym potwierdzeniem naszych uczuć i sformalizowaniem tego, co już od dawna istniało i co od dawna budowaliśmy. Mieszkaliśmy razem, dzieliliśmy problemy i troski dnia codziennego, zarabialiśmy na swoje utrzymanie, razem spędzaliśmy wakacje, święta, dni powszednie.

I tylko z tym nazwiskiem czuję się dziwnie. Bo na Facebooku jakoś inaczej, bo jeszcze mam stare dokumenty, bo nie wiem, jak mam się właściwie podpisywać. Mam wrażenie jakby mi ktoś zakosił tożsamość, w końcu starym nazwiskiem posługiwałam się dwadzieścia jeden lat i chociaż chciałam się go bardzo pozbyć, bo miałam dość tłumaczenia wszystkim jego poprawnej pisowni, teraz jakoś mi dziwnie. Chociaż Pikus też brzmi dobrze, prawda? :)

Film z uroczystości, a właściwie typowy dla YouTuberki dailyvlog już jutro na kanale, prawdopodobnie wleci wraz ze zdjęciami na Instagram. Jeśli ktoś jest ciekawy, to zapraszam, a tymczasem mam pytanie do innych Panien Młodych – co się zmieniło tuż po ślubie u was? A może zmiany przychodzą z czasem? :)

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • Yunau

    Gratuluję :3