Pitbull: niebezpieczne kobiety – czy lepszy od poprzednika?

Przy kontynuacjach nie da się uniknąć porównań. Idąc na nowy film Patryka Vegi miałam ogromne oczekiwania, ale czy „Pitbull: Niebezpieczne kobiety” te oczekiwania spełnił?

Dużym zaskoczeniem było dla mnie zaangażowanie Alicji Bachledy-Curuś. Nie mogłam wyobrazić sobie, w jakiej roli ją w filmie zobaczymy, a pierwsze sceny z jej udziałem (swoją drogą, są to także pierwsze sceny filmu) wcale nie napełniły mnie optymizmem. Wprost przeciwnie – wydała mi się zupełnie niepasująca do bohaterki. „Drabina” zyskuje duszę dopiero później, gdy nieco lepiej poznajemy jej historię. Mam wrażenie, że aktorka wchodzi w rolę w stu procentach dopiero, gdy i bohaterce zaczyna się wieść nieco lepiej.

pnk-ent-one-investments-1_7865583afc

Z debiutantek w brutalnym, policyjnym świecie warto wymienić Joannę Kulig, która pojawia się w policji, by odbić sobie niepowodzenia w życiu miłosnym, a później przewija się przez cały film, pojawiając się dokładnie w środku akcji. Wygląda to trochę tak, jakby w całej Warszawie i okolicach (bo Zuza obowiązki pełni na komendzie w Żyrardowie) był tylko jeden patrol, mogący interweniować w mniej lub bardziej ważnych sprawach.

Duet Majami i Gebels (Piotr Stramowski i Andrzej Grabowski) nie zawodzi. Co prawda przez dłuższą chwilę nie ma ich w ogóle na ekranie, ale gdy się pojawiają, kradną każdy moment. Bezbłędne są oczywiście dialogi Majamiego ze swoją dziewczyną – Olką. Moment castingu na ochroniarzy jest bezcenny i choć częściowo znany ze zwiastuna, wcale nie traci na uroku, a trzeba przyznać, że takich chwil, które wywoływały na sali kinowej salwy śmiechu było jeszcze dużo więcej.

Największy niedosyt czułam z powodu braku Marcinka, czyli postaci granej przez Tomka Oświecińskiego. Bardzo polubiłam tę postać już w poprzednim Pitbullu, później moją sympatię do samego aktora pogłębił program Agent, teraz Top Chef: Gwiazdy od kuchni. Pan Tomasz ma swój czas i mam nadzieję, że jeszcze nie raz dobrze go wykorzysta, bo momenty w filmie ma przegenialne, choć zwiastun w ogóle na to nie wskazuje. Gdy już Strachu pojawi się na ekranie, rzadko z niego schodzi i za każdym razem kradnie serca widzów.

pnk-ent-one-investments-7_0fa62fa5a9

Nie mogło zabraknąć również czarniejszych charakterów. O dziwo, jak to zwykle bywa, najciemniej pod latarnią. Okazuje się, że Ojciec Mateusz… To znaczy Artur Żmijewski (ciężko sobie wybić obraz księdza z głowy zwłaszcza wtedy, gdy nieco wcześniej ma się przed oczami obraz lekarza z Leśnej Góry) jest przestępcą siatki paliwowej, w dodatku jest mężem jednej z policjantek, a gdyby tego było mało, wciąga w biznes innego z bohaterów i nagle losy wszystkich splatają się w jedną całość.

Nie obyło się także bez tych czarniejszych charakterów na posterunku. Niestety wciąż okazuje się, że największe problemy policjant ma ze swoimi przełożonymi (chociażby z porucznik Zych graną przez Magdalenę Cielecką) lub drugą stroną barykady, czyli adwokatami. Tak naprawdę wszystkie problemy zaczynają się i kończą na nich, a policjantom pozostaje wykazanie się sprytem i obejście przeszkód by przetrwać w tym bagnie jak najdłużej.

Nie zawiodłam się. Pitbull to kawał dobrego, ciężkiego kina. Końcówka zapowiada chrapkę Patryka Vegi na powstanie kontynuacji, losy części bohaterów gwałtownie się kończą, natomiast niektóre sprawy wciąż pozostają nierozwiązane, nad czym bardzo ubolewam, ale mam nadzieję, że i ta furtka wkrótce zostanie uchylona. Lubię ten filmowy świat, który bawi, zaskakuje i przeraża i z jednej strony dobrze byłoby poprzestać na dwóch świetnych filmach i odejść niezapomnianym, a z drugiej ma się chęć na więcej, bo na pewno więcej da się jeszcze z tego wycisnąć.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.