Player.pl – dlaczego mi to robisz?

Jakiś czas temu nadeszły te czasy, gdy telewizję możemy oglądać też w internecie. Reklamy są krótsze, oglądamy to co chcemy i kiedy chcemy, nie musimy czekać na odpowiednią godzinę i nie musimy płakać, że przegapiliśmy program, bo w internecie on jest zawsze. Różne stacje prześcigają się w stworzeniu swoich serwisów VOD, z czego najpopularniejsze są trzy – TVP VOD, Ipla.pl i Player.pl (kiedyś jako Onet VOD – ktoś pamięta te czasy?).

Na serwisie Telewizji Polskiej skupiać się tu nie będę, bo nie po raz pierwszy się okazuje, że ktoś, kto tam pracuje nie za bardzo w internety umie. Czy wiecie, że aby obejrzeć jeden odcinek serialu „Na dobre i na złe” należy zapłacić kilka złoty, podczas gdy w konkurencyjnym playerze wystarczy rozszerzony abonament, w cenie którego otrzymujemy wszystkie nowe odcinki i odcinki wielu innych seriali. Nie, nie będę się nad nimi pastwić, bo chociaż próbowałam tam cokolwiek oglądać, po prostu się nie dało i już dawno odpuściłam.

Według mnie najlepszą politykę prowadzi Ipla.pl. Mam tam co prawda tylko trzy programy, które oglądam, ale podejście do klienta sprawia, że mam wykupiony abonament i ochoczo z niego korzystam. Kosztuje niewiele, opcja braku reklam tylko 4,90 zł (więcej mi nie trzeba), a jaką radość daje to, że odcinka nie przerywają nam złośliwe reklamówki, ciągnące się w nieskończoność, jak na Polsat przystało (ale nie będę taka, wciąż są one dużo krótsze niż w telewizji).

Szeroki wybór programów oferuje także konkurencyjny Player.pl, na którym oglądam namiętnie od kilku lat przeróżne serie, od Szpitala począwszy, przez Ukrytą Prawdę, skończywszy na wszystkich show typu Masterchef, Kuchenne Rewolucje, Project Runaway i tak dalej. Kiedyś na tej stronie działał AdBlock, którego przyznaję używam (ale na YouTube wyłączam – daję zarobić :D), później filmy przestały się odtwarzać i należało wyłączyć blokowanie reklam, natomiast niedawno wprowadzili tak zwaną strefę „T-mobile”, która jest dla mnie przykładem najgorszego marketingu ever. Serio.

Nie wiem kto wpadł na pomysł, by aż tak bardzo faworyzować klientów jednej sieci komórkowej (która ma tyle wspólnego ze stacją i telewizją, że o jacie) i nie dość, że zaoferować im brak reklam, co bym jeszcze przeżyła, bo te trwają najdłużej dwie minutki, to jeszcze wprowadzić serie, programy i seriale TYLKO dla nich. Myślałby kto, że wystarczy kupić starter, dodać do swojego konta i będzie hulać. O nie, tu trzeba mieć podpisaną umowę abonamentową. Albo jakieś tam inne mixy – nie wiem, jak to się nazywa akurat w tej sieci. Tym sposobem nie mogę oglądać kilku interesujących mnie programów, bo ktoś nie pomyślał, że ludzie są związani umowami z innymi operatorami i nie mogą sobie tak po prostu podpisywać kolejnych.

Pomijam, że sama chęć oglądania określonych programów w jakimś tam playerze to bardzo słaby powód do podpisywania umowy na telefon. Do tego potrzebna jest dobra oferta, a niestety nigdy nie znalazłam dla siebie odpowiedniej w T-mobile. Pozostawiam do przemyślenia.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • Yunau

    Mój tata ma t-mobile, ja teraz też. Jest spoko jak na moje wymogi.

    • Na moje niestety nie, brak oferty z iPhone z rozsądną pierwszą ratą. Teraz, gdy patrzę, to są lepsze oferty, ale co z tego, skoro mam abonament niedawno podpisany ;D