Menu & Search
Podróż na wschód – Lviv: kawior, wódka, bliny

Podróż na wschód – Lviv: kawior, wódka, bliny

"Mam ochotę na pierogi" - te właśnie słowa wymamrotałam w leniwe, upalne popołudnie. Nie minęła minuta, a już szukałam w internecie, gdzie we Wrocławiu zjem najlepsze. Nie minęło kolejne pięć minut, a już byłam w drodze do restauracji Lviv.


Do kuchni wschodniej mam podejście sentymentalne, ponieważ moja babcia pochodzi z Suwalszczyzny, ale jednocześnie niezbyt chętnie zjadałam wszechobecne na tych terenach kartacze. Na dobre ruskie wybiorę się jednak zawsze i tym właśnie skusił mnie Lviv. Bo przecież Tomek zawsze sobie coś do zjedzenia znajdzie :D

Przywędrowaliśmy na Włodkowica, mijając po drodze jeszcze kilka innych, ciekawych miejsc, prawie do nich zaglądając. Na szczęście Tomek nie pozwolił mi zrezygnować z pierogowej wizji. Dotarliśmy do Lwowa, a właściwie do restauracji Lviv i zaczęła się nasza przygoda.

Zamówienia składamy przy kasie już na wejściu, od razu płacimy i dostajemy numerek. Tomek skusił się na pielmieni (13,50 zł), a ja… no cóż, nie wzięłam ruskich. Pierogi na parze z wątróbką (16,50 zł) krzyknęły „weź mnie”, pomogła im jeszcze sympatyczna pani z obsługi, która zapewniała, że chociaż w porcji są tylko trzy sztuki, to na pewno się najem. Do tego kompot domowy (3 zł!) i mogliśmy już zasiąść przy stoliku.

Zamówienie zostało dostarczone bardzo szybko. Zdążyliśmy w zasadzie tylko wybrać stolik i zamienić dwa słowa. Byliśmy bardzo głodni, więc nie ukrywam, że przyjęłam taką ekspresową obsługę z ogromną radością ;)

Moje pierogi były faktycznie ogromne, okraszone podsmażaną cebulką. Przyznam, że nigdy nie jadłam tego rodzaju ciasta – spodziewałam się czegoś podobnego do tradycyjnych pierogów, tymczasem to ciasto było grubsze, w konsystencji podobne do czeskich knedlików (?) – w każdym razie z uwagi na fakt, że raczej nie jadam takich specjałów, Tomek już myślał, że mojego dania nie zjem. Tymczasem było przepyszne i świetnie współgrało z wątróbkowym farszem. Doprawionym w sam raz, nie zabito charakterystycznego smaku wątróbki (który uwielbiam!), a jedynie subtelnie go podkręcono.

Pielmieni z kolei były magicznie delikatne, wręcz rozpływały się w ustach. Zasmakowały mi do tego stopnia, że przehandlowałam mojego pieroga na kilka sztuk. Ciasto było cieniuteńkie, mięso idealne, a całości dopełniało roztopione masełko. Do tej pory jak wspominam, robię się głodna.

Na uwagę zasługuje też kompot. Z reguły nie zamawiam kompotów w restauracjach, ale tym razem dałam się ponieść cenie i „swojskiemu” klimatowi miejsca. Muszę tu zaznaczyć, że kompocik był pierwsza klasa – od razu przypomniałam sobie ferie w FWP i stołówki uzdrowiskowo-kurortowe, w których raczyłam się będąc dzieckiem na wyjazdach z dziadkami. I wiecie co jeszcze pokochałam w kompocie z Lwowa? Brak wkładki owocowej. Ja wiem, że to podstawa kompotu, ale ja naprawdę nie lubię pływających farfocli w moich napojach :D

Po posiłku byliśmy najedzeni, jednak pozostał w nas pewien niedosyt. Poprosiliśmy więc jeszcze o desery. Ja oczywiście tradycyjne serniczki (u mnie w domu znane jako podlaskie – 13,50 zł), a Tomek bliny na słodko (co w ogóle mnie nie zdziwiło – 13 zł).

Lviv – kawior, wódka, bliny

ul. Włodkowica 21
Wrocław

Na desery mam wrażenie, że czekaliśmy trochę dłużej niż na dania główne, ale zdecydowanie warto było. Bliny były słodziutkie i puchate (a wiem, bo przez przypadek dania nam zamieniono i dopóki Tomek nie rozkroił swoich „blinów”, myśleliśmy, że wszystko jest ok i zdążyłam zjeść już pół blina ;D). Serniczki bardzo mocno serowo-twarogowe z chrupiącą powłoczką z zewnątrz. W obu przypadkach podano też słodką śmietankę i PRZEPYSZNY domowy mus truskawkowy – dokładnie taki, na jaki mam ochotę wieczorami, gdy uświadamiam sobie, że truskawki zamrożone na kość, a zjadłoby się :D.

Wiem, że do restauracji Lviv wrócimy jeszcze nie raz. Ot, chcielibyśmy tam zabrać mojego teścia. Poza tym, wciąż mamy ochotę na placki ziemniaczane, ja zjadłabym pełną porcję pielmieni, no i jeszcze raz te serniczki, proszę.

1 Comment
Leave a Comment

  1. Piotrek
    5 miesięcy ago

    o jejku, ale mi narobiłaś smaka :P jeśli kiedyś będę w okolicach to ciągnę rodziców ;D