Podsumowanie drugiej polskiej edycji Hell’s Kitchen

Miałam czasami taką chęć, by napisać coś po poszczególnych odcinkach drugiej edycji Hell’s Kitchen, ale skutecznie się powstrzymywałam, bo uważałam, że lepiej będzie wszystko zebrać w jeden wpis i na sam koniec przedstawić swoje spostrzeżenia innym. Wpis pojawia się dopiero dziś, ponieważ Ipla się nie mogła zorganizować i wrzucić odcinka od razu, a obowiązki utrudniają mi oglądanie takich programów w telewizji. Ale wróćmy do rzeczy.

Przy pierwszym odcinku wydawało mi się, że ta edycja będzie bardzo ciekawa. Zespół uczestników był wyjątkowo interesujący, każdy miał jakieś tam przeżycia i zupełnie inny charakter, co okazało się później mieszanką wybuchową. Dodatkowym magnesem była dla mnie obecność znajomego YouTubera – Piotra Ogińskiego, któremu kibicowałam i trzymałam za niego kciuki od początku do końca.

10580702_714459061969560_8178345397642918441_o

Fot. facebook.com/hellskitchenpolska

Druga edycja to także ciąg dalszy nieudanych i nachalnych lokowań produktu, których Polsat już chyba nigdy się nie nauczy. You’re doing it wrong! Naprawdę nikt tego nie widzi? Pokazywanie ręczników papierowych w każdym odcinku przez pół minuty i powtarzanie co odcinek, że „kucharze muszą przygotować wszystko do serwisu [włącznie z talerzami od Ambition, wiemy!]”. Zaczynam się zastanawiać, czy to jeszcze jest lokowanie, czy już obsadzanie produktu w roli głównej.

Zadania jak zwykle były interesujące, choć przyznam szczerze, że nigdy nie zrozumiem kar opierających się na jedzeniu różnch odpadów pozostałych po gotowaniu. Jestem fanką zagranicznej edycji i naoglądałam się naprawdę sporo odcinków i chyba ani razu kucharze nie musieli zmuszać się do jedzenia takich świństw. Kary dotyczyły zwykle przygotowania do serwisu i tyle – poprawcie mnie, jeśli się mylę.

10619941_737896106292522_6073497392298674194_o

Fot. facebook.com/hellskitchenpolska

Jeśli chodzi o uczestników, moimi ulubieńcami byli wspomniany wcześniej Piotrek, Monika za to, że bardzo przejmowała się zespołem i widać było, że naprawdę jej zależy, Ania za determinację, choć momentami była irytująca, ale przypominała mi taką malutką dziewczynkę, która tupie nóżką, bo chce nową zabawkę. Spodobał mi się jeszcze Ryjek, ale przyznam szczerze, że szybko o nim zapomniałam i trochę się zdziwiłam, gdy zobaczyłam go w finałowym odcinku.

Wśród uczestników były też jednostki wybitnie irytujące, a w ich skład z radością wliczam Halinkę, która była tak zamotana, powolna i… nie wiem, jak to określić, ale wydawało się, że jest pod wpływem jakichś substancji spowalniających, czy co… Oprócz tego denerwował mnie Waldek – miotał się po kuchni, jakby nie wiedział, co ma robić i mylił zamówienia. Ach, zapomniałabym jeszcze o Michale z 1. edycji, który wietrzył wszędzie spiski i podstępy, uważał, że wie najlepiej, choć później czas i tak weryfikował jego umiejętności.

10653307_741411442607655_3521612762474316985_n

Fot. facebook.com/hellskitchenpolska

Nadszedł czas na finał. Wiele osób zarzuca Monice wygraną dzięki łzom. Ja tak nie uważam. Mimo całej sympatii do Piotrka, według mnie Monika naprawdę zrobiła ogromny postęp i ma głowę do zarządzania ludźmi. Piotr radził sobie świetnie od samego początku, również miał bardzo mało wpadek, ale ma też ułożone życie zawodowe, w którym wydaje mi się nie znalazłby czasu na pracę w Atelier. A na pewno nie potrzebował tej pracy tak, jak Monika. No dobra, i tak najlepiej byłoby, gdyby się podzielili na pół ;)

Hell’s Kitchen to według mnie jedno z dwóch show Polsatu, które im się naprawdę udają i nie odbiegają profesjonalizmem od produkcji chociażby naszego polskiego TVNu. Oby szło im lepiej, a kolejne edycje były coraz lepsze, a nie coraz gorsze.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • TheHopeakettu

    Osobiście nigdy nie lubiłem i lubić nie będę ogińskiego, gdyż jak wiesz nie przypadł mi ten koleś do gustu. I to nie ważne czy jest jakiś vlogerkiem na youtubie, czy nie wyszło mu w topchefie. Niestety jego pewność siebie i arogancja, z odcinka na odcinek „Ja wiem!, ja jestem najlepszy! Ja to wygram” bardziej mnie irytowała niż zachęcała do sympatii tego gościa.

    Co do Moniki uważam, że Szef Amaro bardzo dobrze wybrał, myślę że decydującym momentem w odcinku finałowym nie był serwis Moniki tylko bodajże odcinek wcześniej czy dwa odcinki wcześniej Monia wygrała jeden dzień pracy u szefa w restauracji i myślę, że to mogło ją wyprowadzić na faworyta, gdyż poznała zespół i z tego co było widać zespół ją polubił i przyjął do siebie. Tak więc tutaj nie będzie zgrzytów.

    W samym odcinku nie podobała mi się dyrektorstwo ogińskiego, który wywalił Przemka…No ale to jego serwis.

    Co do tych reklam i pokazywania talerzy hehe, to już nie zwracam na to uwagi. Owszem sponsorowi trzeba łechtać tyłek, ale ta srajtaśma Regina będzie mi się śnić po nocach :P Dodatkowo z całym szacunkiem ale chyba w Amerykańskiej Edycji nie ma Mentora który uczy kucharzy gotować ??

    Co do kar, faktycznie jedzenie czegoś takiego z jednej strony ma wypracować efekt przypomnienia i dalszej mobilizacji do pracy. Ja bym jednak nie karał aby coś zjeść niedobrego, ale tak jak wspomniałaś coś do serwisu przygotować. Albo przygotować serwis dla wygranej drużyny (tak było w jednym odcinku u Gordona). Dobra tam rozpisałem się trochę xD Pozdro 600

  • Jakub Galkowski

    Uważam że Halina odpadła za to że była za bardzo życzliwa… Takie moje zdanie :)

  • Yunau

    Bawi mnie takie przeżywanie programów telewizyjnych :D rozumiem wyrażać uczucia na jakichś wzruszających filmach, ale taki badziew jaki nam serwuje dzisiejsza telewizja? Proszę cię…