„Porady na zdrady” – nowa komedia romantyczna [RECENZJA]

Zwiastun filmu „Porady na zdrady” prześladował mnie już od dłuższego czasu, głównie za sprawą piosenki „Dreszcze” Ani Dąbrowskiej. To był właśnie główny magnes na mnie i przyciągał mnie do kina. Skutecznie oczywiście.

Dwie przyjaciółki – Kalina i Fretka. Obie zdradzone przez swoich facetów, pierwsza w dniu ślubu, druga we własnym aucie. Obie to zabolało, więc postanawiają zostać testerkami wierności i szybko zdobywają pierwsze zlecenia. Podrywają, doprowadzają do pocałunku, robią szybką fotkę i kolejne zlecenie odhaczone. Aż trafiają na Beatę – „luksusową” żonę autora poradnika „Porady na zdrady”, która chciałaby otrzymać rozwód z orzeczeniem o winie i potrzebuje twardych dowodów. Jak to bywa w komediach romantycznych – testerka Kalina szybko zakochuje się w swojej „ofierze” i od tego zaczynają się właściwie wszystkie problemy.

Na samym początku muszę wspomnieć, że tęskniłam za Tomaszem Karolakiem. Wiem, że wcale sobie jakiejś specjalnej przerwy od grania nie robił, ale ja sama widziałam go ostatnio w „Listach do M.” (drugiej części nie oglądałam) i trochę mi brakowało charakterystycznego głosu i przerwy między zębami. Także mimo wszystko fajnie było go zobaczyć zwłaszcza, że jego postać występowała często w duecie ze Sławomirem – gwiazdą Rock Polo, która pojawia się coraz częściej w filmach, programach TV i tak dalej.

Film ogląda się bardzo przyjemnie i na pewno jest to dobry sposób na relaks po męczącym tygodniu. Największym zgrzytem były na pewno wszędobylskie lokowania produktu, którym daleko było od subtelności. Po seansie może się wydawać, że wszyscy w Warszawie jeżdżą Oplami (w dodatku z opcją asystentki), a Berlinki to wcale nie parówki (tylko Berlinki!). Przyznam, że nie wiem dokładnie, ile tych firm tam się przewinęło, ale na pewno bardzo dużo i na pewno każda z nich wywoływała wielki, soczysty facepalm. Nie tylko u mnie.

Pokochałam postać Antka (Krzysztof Czeczot). Dodaje do filmu bardzo dużo humoru, a jego pojawienie się automatycznie wywoływało uśmiech na mojej twarzy. Nawet nie musiał nic mówić, bo od razu wiadomo było, że zaraz coś się wydarzy. Wraz z Anną Dereszowską stworzyli fantastyczny duet, który po prostu chciałoby się wyjąć z ekranu i po ludzku przytulić.

„Porady na zdrady” spokojnie mogą trafić do grona przyjemnych polskich komedii romantycznych. Nie jest to film szczególnie trudny czy ambitny, ale jest przyjemny, dostarcza miłej rozrywki, odrobiny humoru i zdecydowanie odpręża. Mogę polecić :)

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • Magda Brzozowska

    Film faktycznie odpręża, takiego właśnie seansu potrzebowałam. Było zabawnie i miło