Masz prawo być leniem!

Każdego z nas czasami nachodzi taki dzień, w którym czujemy niemoc i absolutnie nie mamy na nic siły. Leń po prostu. Zwykle wtedy robimy sobie wyrzuty, że jesteśmy beznadziejni, tymczasem mamy prawo do tego, żeby czasem nam się nie chciało.

Wczoraj miałam krytycznie ciężki dzień. Od samego rana do (wczesnego co prawda) wieczora zasuwałam jak mróweczka, a to na zajęcia, a to na spotkanie i wysiłek umysłowy połączony ze zgiełkiem miasta skutecznie mnie wykończył. W dodatku po powrocie do domu czekało na mnie jeszcze kilka ważnych obowiązków, trening, nagranie filmu, napisanie wpisu, a mnie wszystkie kończyny opadały ze zmęczenia.

Między innymi dlatego stwierdziłam, że skoro bardzo mi się nie chce i nie mam siły nawet na nagranie filmu (bo regularna praca nad filmami jest bardzo ważna), to powinnam moje chwilowe lenistwo wykorzystać, by powiedzieć wam, że lenistwo to nic złego, jeśli nie trwa całe życie i jest spowodowane zwykłym zmęczeniem materiału.

Macie prawo być zmęczeni. Bywa tak, że akurat trafi wam się więcej obowiązków danego dnia, zarwiecie noc, następnego dnia wcześnie wstaniecie i macie jeszcze więcej rzeczy do zrobienia. Ile dni można funkcjonować w ten sposób? Najwyżej kilka, ale ja padam zwykle w dniu trzecim. Musicie sobie uświadomić, że skoro ciężko pracowaliście ostatnie dni, to chwila „niechcemisizmu” wam wcale nie zaszkodzi.

A nawet może pomóc! Pomyślcie – pójdziecie się przespać na godzinkę w ciągu dnia? Nawet jeśli jest już wieczór, może niekoniecznie chcecie iść spać na amen. Zdrzemnijcie się, obejrzyjcie program w TV, odcinek serialu… poświęćcie czas dla siebie, a nie obowiązkom. Dzięki temu naładujecie baterie i kolejny dzień zaczniecie z nową energią do działania, ambitnymi planami, zapałem i chęciami do życia.

A teraz obejrzyjcie film i napiszcie, czego wam się nie chce :)

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.