„Star Wars: Przebudzenie mocy” oczami nowicjusza

Dwadzieścia lat mojego życia przebiegało w błogiej nieświadomości, że istnieje coś takiego jak Star Wars. Nie wiem, jak taka stara baba jak ja się uchowała w tej nieświadomości, ale jak widać, jej się to udało.

Oczywiście znałam film, symbole w nim występujące, wiedziałam kim jest Darth Vader albo Luke Skywalker, ale nigdy nie widziałam żadnego z filmów od początku do końca. Jedyny kontakt, jaki miałam z Gwiezdnymi Wojnami to kilkuminutowe urywki, na które trafiałam tu i ówdzie, ale wydawały mi się wtedy na tyle nieciekawe, że nie poświęcałam całości większej uwagi, a cała seria uchodziła w moim umyśle za głupiutką, naiwną i niewartą uwagi, choć szacunek do fandomu oczywiście był.

Star Wars 7

Aż przyszły Święta

I narzeczony zażyczył sobie pod choinkę biletów na najnowsze „Star Wars: Przebudzenie mocy”. Jestem łowcą okazji i promocji, więc tanie środy w Cinema City oraz fakt, że był to ostatni dzień, w którym mogliśmy zobaczyć ten film (a przynajmniej mój narzeczony mógł go zobaczyć) przed wyjazdem i Nowym Rokiem, obładowani torbami z zakupami wkroczyliśmy na salę kinową, wykonawszy wcześniej telefon do mamy pod tytułem „Nie czekaj, idziemy do kina, będziemy późno”.

Star Wars: Przebudzenie mocy

Do tej pory o uniwersum Star Wars wiedziałam bardzo niewiele i bałam się przeogromnie, że wynudzę się za wszystkie czasy, a narzeczony będzie żałował, że poszedł do kina ze mną, a nie z kumplem. Bałam się, że twórcy skupią się na fanach serii, bo anomalią jest raczej chodzenie do kina na film, który posiada już zaplecze sześciu innych filmów, nie widząc ich wcześniej. A jednak taka anomalia miała miejsce i Blogodynka znalazła się na sali kinowej. Na szczęście ci, którzy przy filmie pracowali, wyznaczyli sobie pewną granicę i dzielnie się jej trzymali, wyjaśniając na tyle dużo, by nowi fani filmu zrozumieli historię, jednocześnie zostawiając pewne pole tajemniczości, zachęcające do zgłębienia wcześniejszych dziejów Galaktyki i dające wytchnienie zagorzałym fanatykom, którzy nie musieli słuchać po raz tysięczny definicji Jedi.

Jest nawet kotek

A właściwie robot, mający w sobie najlepsze cechy kotków. I piesków przy okazji. Mówię oczywiście o czarującym BB-8. Nie miałam przyjemności poznać R2-D2 wcześniej, więc gdy zobaczyłam go na ekranie pomyślałam, że nie może on rozczulać i budzić sympatii takiej jak ten kulisty przyjaciel. BB-8 jest mniej sztywny dzięki swej budowie, przez co wyraża tysiące różnych emocji.

Star Wars - BB8

Od tej pory nastrojem robota nie rządzą już wydawane przez niego piski, ale cała mowa ciała. Maluch potrafi opuścić główkę, gdy jest smutny i machać nią z radości. Wyraźnie widać, jak boi się używać schodów, bo może się z nich sturlać. Obserwowanie zachowań i ruchów BB-8 jest świetną zabawą sama w sobie i właściwie można by o nim zrobić zupełnie osobny film, taki jakie powstają z Wiewiórem przy okazji Epoki Lodowcowej.

Przystojniak też się znajdzie

Dla płci pięknej również są pewne smaczki. Nie muszę mówić tu chyba o genialnym Harrisonie Fordzie, który jest genialny zawsze, ale grany przez niego Han Solo ma w sobie takie cechy, które nie mogą się nie podobać. Zadziorny, często ironiczny i arogancki, ale przy tym odważny i szlachetny. Bohater o wielu barwach. Oprócz tego, pojawia się postać Finna, który zadziwia swoją odwagą, niewielu bowiem chciałoby chociaż przez chwilę pomyśleć o tym, by zrobić to, na co niejednokrotnie zdobywał się on podczas tego filmu.

Star Wars Han Solo

Chce się więcej

„Star Wars: Przebudzenie mocy” pozostawia nas z bardzo błogim uczuciem niedosytu. Premiera kolejnej części przygód Jedi jest zaplanowana na maj 2016, więc nie musimy czekać wcale tak długo. Muszę przyznać, że zaciągnąć mnie do kina na Gwiezdne Wojny było ciężko, ale jeszcze ciężej było mnie wkręcić w ten świat, co udało się twórcom w stu procentach. Zagorzali fani mogą doszukiwać się słabych stron całej historii, ja natomiast twierdzę, że jeśli ktoś tak zgrabnie przeciągnął kogokolwiek na Jasną Stronę Mocy, jak zrobili to ze mną, to nikt nie powinien narzekać. W ciągu niecałego tygodnia nadrobiłam wszystkie zaległości związane ze Star Wars i chociaż nie podchodzę do serii bezkrytycznie, bo widzę pewne absurdy, które mnie trapią (i o których napiszę innym razem), to jestem w tym świecie od czubków palców aż po czubek głowy i na razie nie chcę wracać do siebie.

Zapraszam na YouTube na film o Przebudzeniu Mocy:

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • Julia Siwinska

    Po siódmej części musiałam w wakacje oglądnąć pozostałe. Droidy R2-D2 i C-3PO skradły moje serce bardziej niż BB-8 :) Księżniczka Leia, Han Solo, Luke Skywalker, Chewbacca – także ich pokochałam ich całym sercem. Padme i Anakina, Obi Wana też uwielbiałam. No cała gromada przyjaciół :)
    Polecam.
    (Magda Gessler XD)