Respect, power, banana!

Możliwe, że to, co powiem, wywoła w was drobne śmieszki-heheszki pod stołem, ale ja z bajek nie wyrosłam. Może stuknie mi za chwilkę te dwadzieścia jeden lat, ale wciąż lubię sobie obejrzeć coś animowanego (co pewnie zauważyliście, czytając niektóre recenzje filmów). No i ostatnio spostrzegłam taką ciekawostkę.

Kiedyś bajki po prostu istniały. Były, miały przekazywać jakieś wartości, zająć dzieciakom czas, a rodzice powinni mieć nadzieję, że ich pociecha coś mądrego zapamięta. Były ładne, niektóre mistrzowsko udźwiękowione, ale… chyba tylko to. Ten trend zaczął się już kilka lat temu zmieniać, kiedy wytwórnie postawiły zdecydowanie na rozrywkę rodzinną. Młodzi mogą zasiąść w kinie ze swoimi rodzicami, wciąż dowiedzieć się czegoś mądrego, ale ani jedna, ani druga strona nie wyjdzie znudzona.

Bo wiecie, bajki teraz (zwłaszcza te wszystkie w technologii 3D, z ładnie modelowanymi postaciami, cud miód kolorowe i sympatyczne) mają dużo ukrytych podtekstów. I wracasz do nich przynajmniej raz w roku, bo chcesz zobaczyć, czy przypadkiem ktoś nie ukrył tam czegoś jeszcze, specjalnie dla rok starszego ciebie. Jeśli dodać do tego smaczki w postaci tekstów, które przechodzą do języka codziennego, na przykład słynne “Zainwestuj w Tic Taci, bo ci jedzie!”, czy też “Respect, power, BANANA” z najnowszych Minionków (premiera w czerwcu – też nie możecie się doczekać?), wychodzi nam niezła, rozrywkowa mieszanka wybuchowa.

A skoro już jesteśmy przy bananach, Tic Tacach i Minionkach, to pod wrażeniem jestem tego, że producenci filmów zaczynają wykorzystywać potencjał drzemiący w ich dziełach i powstają takie cuda jak Minionki, których brzuszki pełne są bananowych Tic Taców. Podsyłaliście mi ich zdjęcia na Snapchacie (@blogodynka – tylko przypominam), a ja zżerałam paznokcie z zazdrości, bo wiedziałam, że kiedyś zawitają i do mnie. No to są i teraz wy możecie obgryzać paznokcie z zazdrości. Bo wy swoje już pewnie zjedliście.

Swoją drogą, jaki geniusz wpadł na to, żeby na żółte drażetki nadrukować wizerunki Minionków? Chyba musiał być to sam Gru. Przecież one są tak przeurocze, że aż szkoda jeść – widzicie tylko te wielkie oczka (ee… wielkie oczko? :D), które się w was wpatrują i macie ochotę adoptować wszystkie Miniony świata?

I przeraziło mnie tylko jedno. Napis “edycja limitowana” na pudełku. Nie, błagam, nie róbcie mi tego. Przecież one są pyszne!


 

Wpis powstał przy współpracy marketingowej.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • Kryniuu

    Krynioo jest inny, bo ich nie lubi ;_;