Powstaniemy, Czerwoni niczym świt – „Szklany Miecz” – premierowa recenzja

W tej recenzji iskry gniewu będą tryskać spod moich palców niczym malutkie błyskawice tryskały spod palców Mare Borrow. Może polać się krew, bez znaczenia, czy autorka należy do Srebrnych, czy Czerwonych. „Szklany miecz” przelewa moją czarę goryczy, a Victoria Aveyard powinna była albo przewidzieć moją reakcję, albo zwrócić się do kogoś, kto to zrobi.

szklany miecz

 

Zacznijmy jednak od samego początku, czyli książki „Czerwona Królowa”. Miała swoją premierę w Polsce prawie dokładnie rok temu, czyli wcale nie tak dawno, a podbiła listy sprzedażowe, okazała się hitem, zgromadziła wiernych fanów. Oto bowiem, w antyutopijnym królestwie Norty, świecie ogarniętym wojną od wielu lat i bez wątpienia z burzliwą przeszłością poznajemy Mare. Żyjącą w biedzie złodziejkę, która swoje występki usprawiedliwia troską o rodzinę i potrzebą przetrwania. Wie, że niedługo trafi na wojnę wraz z setkami rówieśników i raczej z niej nie wróci. Pewnego wieczoru poznaje chłopaka – to spotkanie już na zawsze ma zmienić bieg historii, bowiem Cal zatrudnia pannę Borrow na zamku w roli służącej. Jest tylko pewien problem – na miejscu ujawniają się niezwykłe zdolności dziewczyny, których ujawnienie może zaburzyć ład i porządek w królestwie, zostaje więc od tej pory zmuszona do życia w kłamstwie.

Tak mniej więcej zarysowuje się fabuła pierwszej części. Kończy się ona ogromnym dramatem i cierpieniem, w tym momencie zaczyna się akcja drugiej części.

szklany miecz

„Szklany miecz” to jeszcze mroczniejsza historia. Bohaterowie już nie tylko planują rewolucję – oni w niej uczestniczą w stu procentach. Zaczęli wojnę, z której nie ma odwrotu, w której „każdy może zdradzić każdego”, o czym niejednokrotnie już się przekonali. Wielokrotnie największy przyjaciel okazywał się zdrajcą, więc jak mają zaufać kolejnym osobom? Jak szukać sprzymierzeńców w tej nierównej walce, gdy nie można nikomu ufać? Wreszcie jak zaufać, gdy ma się wrażenie, że już się tego nie potrafi. Not any more, jakby to rzekli anglojęzyczni przyjaciele.

Mare Borrow ma własny plan. Obiecuje czystą grę, lecz nie do końca potrafi ją prowadzić. Zatraca granice między tym, co białe, a tym, co czarne (czy też, jakby bohaterowie książki powiedzieli, tym co srebrne, a tym, co czerwone). Może dlatego, że spędziła czas na dworze królewskim, gdzie odebrała lekcję bezwzględności, może dlatego, że sama jest po środku. Silniejsza od jednych i drugich, a jednak słaba o tyle, że jest człowiekiem i nie może pozbyć się ludzkich wad – podejmuje złe decyzje, chce być współczująca i bezwzględna jednocześnie, gubi się sama w swoich czynach i na domiar złego uważa za stosowne ratować wszystkich. Nawet tych, którzy nie chcą być uratowani.

Fabuła „Szklanego miecza” toczy się głównie wokół poszukiwania kolejnych osób podobnych do Mare. Ani Czerwonych ani Srebrnych – ludzi dokładnie pomiędzy, z czerwoną krwią i mocami Srebrnych, które jednak różnią się od tych powszechnie znanych. Każda nowo napotkana osoba stanowi zagadkę, każda jest inna i każda może być śmiercionośną bronią. Jedni latają, inni teleportują się, jeszcze inni roztrzaskują wszystko, na co spojrzą lub potrafią przewidywać przyszłość – widzieć wszystko, nie tylko to, na czym im zależy. Wszystko to jest wielkim wyścigiem z czasem – do Nowych trzeba dotrzeć szybciej niż zrobi to król Maven i przy okazji nie wpaść w pułapkę.

szklany miecz

Cała historia jest podróżą nie tylko po królestwie Norty i dziejach sąsiednich państw. Przed wszystkim jest to podróż wgłąb serc bohaterów i odszukiwanie ich prawdziwej tożsamości, często długo skrywanej ze strachu lub innych pobudek. Gdy długo udaje się kogoś innego, w końcu zapomina się, kim się jest, a samotność nie jest sprzymierzeńcem w poszukiwaniu tożsamości.

Zapytacie się pewnie skąd mój gniew i błyskawice? Stąd, że nie robi się tak i nie zostawia czytelników bez tak wielu odpowiedzi, kończąc książkę i każąc czekać na kolejną! Nie urywa się wątku, gdy główny bohater po całej masie błędów i nadwyrężeniu cierpliwości wszystkich dookoła wreszcie robi to, co powinien. Bo Mare w końcu robi to, co według mnie powinna. Nie wiem tylko, z jakim skutkiem i bardzo mnie to uwiera. Mam nadzieję, droga Victorio, że dobrze się tam bawisz. Do zobaczenia w kolejnym tomie!

Już jutro zapraszam na kanał, gdzie znajdziecie przepis na ciasto Czerwonej Królowej, a pojutrze na fanpage’u czeka na was konkurs. Powstańcie, Czerwoni niczym świt!


Przedpremierowy egzemplarz do recenzji od Wydawnictwa Otwarte. Pomadka to oficjalny kolor Czerwonej Królowej w prezencie od Eveline :)

 

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.