Tragiczna historia Waris Dirie

Kiedyś czytałam książkę „Kwiat pustyni”, którą doczytałam tylko do połowy, bo moje wydanie miało tragicznie małą czcionkę, a język był dla mnie zbyt „dziennikowy” (nie przepadam za książkami w typie pamiętnika, niestety). Historia bardzo mnie poruszyła i obiecałam sobie, że na pewno do niej wrócę oglądając film, jednak nigdy nie miałam ku temu okazji. Dzisiaj zostałam uwięziona w swoim pokoju z powodu umytej podłogi i włączyłam sobie właśnie „Kwiat pustyni”. Miało być na 10 minut, a pochłonął mnie do reszty.

Film opowiada historię młodej Somalijki, która nie potrafi pogodzić się z jej rodzinnymi tradycjami. W wieku trzech lat została obrzezana w tragicznych warunkach przez przypadkową znachorkę, w wieku nastoletnim zostaje zmuszona do poślubienia znacznie starszego mężczyzny, który ją najzwyczajniej w świecie kupił od jej rodziców. Gdy się o tym dowiaduje, postanawia uciec do swojej babci, a stamtąd do ambasady w Londynie, gdzie ma podjąć pracę pokojówki. Mieszka tam kilka lat, ale wciąż nie umie angielskiego. W końcu musi wyjść na ulicę…

Życie tej młodej kobiety nie było usłane różami. Od małego została uwikłana w tradycje, których nie rozumiała. Darzyła swoją rodzinę ogromną miłością i nie potrafiła wyobrazić sobie innej rzeczywistości, jednak dzięki trafnej obserwacji rzeczywistości potrafi dostrzec, że coś jest nie w porządku. Tej młodej osobie nie brakowało odwagi ani samozaparcia nawet w najgorszych chwilach, przeszła przez pustynię, przeżyła próbę gwałtu, a jednak los się do niej uśmiechnął i przez zupełny przypadek poznała sławnego fotografa, który dostrzegł w niej piękno.

g-2

Film jest według mnie pięknym odwzorowaniem biografii Waris Dirie. Nie opowiada nam całej historii od początku, najpierw widzimy dziecko pędzące kozy na pustyni, później poznajemy kobietę włóczącą się po centrum Londynu i tylko dzięki udanym i przejmującym retrospekcjom historia składa się w całość jak dobrze wykrojone puzzle. Jestem pod ogromnym wrażeniem zarówno pięknej Liyi Kebede odgrywającej główną rolę, jak i Sally Hawkins, która wcieliła się w rolę najlepszej przyjaciółki Waris. Razem stanowiły udany, przezabawny duet – prawdziwa przyjaźń na dobre i na złe.

Polecam „Kwiat pustyni” tym, którzy tak jak ja nie mogli przebrnąć przez książkę i tym, którzy ją przeczytali, aby mogli w głowie poukładać sobie pełen obraz tragedii, ale i wielkiego szczęścia, jakie spotkało kiedyś Waris.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • Mateusz

    Pięknie piszesz notki
    Pozdrawiam