Ty też kiedyś byłaś dzieckiem!

Ostatnio oglądałam jeden z filmów mojej ukochanej AlexThere, w której była mowa o „słodkich, uroczych bobasach”. W komentarzach dałam znać, że mnie owe słodkie bobasy nie interesują, ktoś mi zawtórował, że śmierdzą, krzyczą i są okropne. Obie dostałyśmy odpowiedź „też kiedyś śmierdziałaś i krzyczałaś”. Tylko, że do mnie ten argument absolutnie nie przemawia.

W między czasie ktoś jeszcze dopisał, że gdy urodzę własne dziecko i wezmę je na ręce, docenię cud narodzin i pokocham dzieci. Nie, nie pokocham wszystkich dzieci. Pokocham tylko moje własne, to, które będę mieć na rękach. Cała reszta pozostanie znienawidzona do końca swoich dni (a przynajmniej do dnia, w którym nie przestaną płakać i załatwiać się w pieluchy, drąc się przy tym, jakby je ze skóry obdzierali).

Niektóre matki mają problem ze zrozumieniem jednej rzeczy – nie każdego interesuje kupka ich dziecka i nie każdy chce oglądać brudne pieluchy (zwłaszcza w miejscach publicznych, o czym było ostatnio głośno). Tak samo nie każdy ma ochotę oglądać fizjologiczną (ale jednak trochę intymną) czynność karmienia piersią i nie każdego musi interesować, co dziecko zjadło, a co wyrzygało.

Bardzo denerwuje mnie podejście „nie masz swojego dziecka, to się nie wypowiadaj” albo „urodzisz i też zaczną jarać cię kupki twoich pociech”. To tak, jakby powiedzieć, że nie hodowałam węża, więc nie mogę o nich mówić, że są brzydkie i mi się nie podobają. Nie, to tak nie działa. Znam przykłady zdroworozsądkowych matek, z którymi można porozmawiać na luzie na każdy temat i nie wszystko sprowadza się u nich do gadek o dzieciach, a co za tym idzie, to ty, droga nawiedzona mamo, jesteś kopnięta, a nie cała reszta świata.

Nawiązując jeszcze do „też krzyczałaś i śmierdziałaś” – może. Ale dzięki mojej kochanej, normalnej mamie, nie byłam uciążliwa dla żadnej jednostki dorosłej. Da się wychować dziecko tak, żeby nie darło się na wakacjach w hotelu (a jeździliśmy często, nawet niedługo po moich narodzinach) i nie przeszkadzało innym gościom. Da się przewinąć dziecko tak, by nikt nie musiał oglądać pieluchy. Aż wreszcie, da się nakarmić dziecko tak, by nikt nie poczuł się zgorszony. Tylko po co, skoro to mniej wygodne i nieco trudniejsze?

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.